Kac po Dudzie

Views: 625

Alkohol pojawia się w życiu, gdy nie jest jeszcze ono świadome swego istnienia, a znika wraz z nim, pity na konsolacji przez rodzinę i przyjaciół zmarłego.

Zaczyna się już, gdy facet dowiaduje się, że jego kobieta jest w ciąży, choć ten spontaniczny połyk bywa niezasadny. Delikwent nie może być bowiem pewny autorstwa opijanej ciąży, a od zapłodnienia do szczęśliwego rozwiązania droga daleka. Później pępkowe, chrzciny, roczek, pierwsza komunia, pierwsza miesiączka córki – świętowana (choć nie zawsze) przez najbliższą rodzinę szampanem lub symboliczną lampką wina. Następnie przychodzi czas oblewania zdanego prawka, osiemnastki, studniówki, matury, przyjęcia na studia, licencjatu, magisterki, otrzymania dobrej lub jakiejkolwiek pracy. Rytualnie strumieniami wóda leje się na weselach. Opijane bywają też rozwody, bo radość na „wyjściu” jest czasem większa niż na „wejściu”.

W większości tych zdarzeń bierzemy udział jako aktorzy pierwszoplanowi, ale bywamy też zapraszani i chodzimy nierzadko z dziećmi, czym zamykamy koło „wychowania w trzeźwości”…

Oczywiście w tej litanii okazji, pominąłem mniej istotne, ale każdy może dopisać sobie swoje. Abstrahując od tego, że w realiach niepewności jutra, która generuje przeróżne napięcia i lęki, alkohol nierzadko staje się środkiem terapeutycznym i sposobem na życie, co dopiero wtedy staje się niebezpieczne, bo grozi degradacją zdrowotną, rodzinną i społeczną.

Teraz dowiaduję się, że ma temu zapobiegać podpisana wczoraj przez prezydenta nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która zakłada „możliwość ograniczenia przez samorządy nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach” oraz poszerzenie zakazu picia w miejscach publicznych. Nie wiem jaki odsetek alkoholu w Polsce sprzedawany jest w godzinach od 22.00 do 6.00 rano. Wiem natomiast, że z pewnością stanowi niewielki procent procentów sprzedawanych za dnia i w późnych godzinach wieczornych. Przy czym, zjawisko to obecne jest tylko w większych miejscowościach i miastach, gdzie działają sklepy całodobowe (pomijam stacje paliw, bo tam drogo). Na wsiach, nie tylko zresztą nocne przypadki popytu, bywają zaspokajane przez rodzimą podaż wytwórców produktów regionalnych, nad którą państwo nie ma żadnej kontroli. Poza tym, ustawodawca, jak widać, niezbyt wysoko ceni inteligencję rodaków, skoro przewiduje, że ci nie potrafią przewidywać i odpowiednio wcześniej się zaprowiantować.

Fikcją jest zakaz połyku procentów w miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych. Równie dobrze można byłoby zakazać spożycia wszędzie (poza własnym domem czy mieszkaniem). Tak naprawdę nie jest bowiem kwestią co się pije, ale w czym i czy inni to widzą. Żeby się o tym przekonać wystarczy nalać zwykłej wody do butelki po piwie lub wódce, usiąść na skwerku i poczekać na reakcję straży miejskiej lub policji. O sytuacji odwrotnej nie będę pisał. Dodam tylko, że jest znacznie bezpieczniejsza i przyjemniejsza…

Niemniej cieszy, że państwo, w którym żyję, traktuje mnie jak dziecko, z góry wiedząc co dla mnie dobre, a co nie. Tym samym wzmaga tylko mój postprohibicyjny apetyt. Samo zaś kompromituje się poprzez nieskuteczność egzekucji wprowadzanych przez siebie zakazów i nakazów, a więc osłabia swój autorytet. I za to wypiję.

Komentarzy: 12

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Pisowskie obłudniki. Sami pewnie łoją po kątach, a ludzi chcą ustawiać. Facet w tekście kontestuje. I dobrze. Wreszcie coś nowego, a nie ta papka było-odbyło się.

  2. Ma gość rację. Sam wiele razy waliłem na mieście sok z gumijagód w butelce po napoju pod nosem łażących w te i wewte strażników. Nawet nie spojrzeli:-))))))) Załgani hipokryci ze świętoszkowatymi minami.

  3. Kwaśniewski by takiego gniotu nie podpisał. Zresztą nawet z chorobą filipińską był lepszym prezydentem niż ten krzyczący Duda-duce (podobieństwo min do Mussoliniego uderzające. Żałosne.

  4. Autor ma duzo racji. Faktycznie ustawa nie przeciwdziała osobą które kupią wczesniej alkohol i pozniej go wypija. Ale nie raz w Łodzi późną porą miałem nie przyjemność doświadczyć paradoksu autobusu ( gdy menel jedzie autobusem to autobus jedzie menelem), a raz byłem nawet świadkiem gdy takiemu człowiekowi “impreza” zwróciła sie w autobusie. Mysle ze tacy ludzie nie sa w stanie zakupić większej ilości trunku “na zapas” z uwagi na brak środków, wiec moze chociaż w tym przypadku ta ustawa okaże się pomocna. Żadna ustawa nie jest bez wad.
    Ale może by tak nie tylko krytykować, ale pokazać w jaki sposób można w lepszy sposób sprostać temu problemowi. Bo to może każdy, sztuka to mieć pomysł jak zrobić coś dobrze.