Piotrków TrybunalskiWażne wiadomościWydarzenia

Smród i kilkanaście kotów w jednym mieszkaniu. Mieszkańcy bloku przy Roosevelta mają dość

Życie w bloku przy ulicy Roosevelta w Piotrkowie Trybunalskim stało się dla wielu osób prawdziwym koszmarem. Wszystko przez uciążliwe sąsiedztwo jednej z rodzin. Małżeństwo trzyma w niewielkim mieszkaniu stado kotów, a jak twierdzą sąsiedzi, smród, który wydostawał się z lokalu, bywało, że czuć było na całej klatce schodowej. Kontrole prowadzone przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, chociaż potwierdzają nieprzyjemne zapachy, to nie wykazują by zwierzętom działa się krzywda i nie dają podstaw do odbioru kotów.

Mieszkańcy bloku od dłuższego czasu walczą o prawo do normalnego życia we własnych domach. Jak twierdzą, ich sąsiedzi w niezbyt dużym mieszkaniu zgromadził kilkanaście zwierząt. Z jednych źródeł wiadomo, że jest 11 kotów i pies, inne mówią o 16 kotach i psie. Tak duża liczba zwierząt na małej powierzchni generuje ogromny problem – przede wszystkim zapach, który czuć nie tylko pod drzwiami lokalu, ale bywało, że w całym pionie budynku.

„Nie da się normalnie oddychać”

Sąsiedzi są zdesperowani. Skarżą się, że codzienne funkcjonowanie stało się udręką. Ich zdaniem, zimą zapach jest tak silny, że mieszkańcy starają się przebywać na klatce schodowej jak najkrócej.

Koty chodzą po klatce. Okna wszystkie pootwierane. Ja je muszę ciągle zamykać. Czasami drzwi otwierane są i nam jest zimno. Jest brzydki zapach, to już się nie mówi o tym. Niedawno ktoś mówił, że tam to z dziesięć tych kotów jest. Sąsiad mówi, że trzydzieści lat mieszka i on ma prawo i koniec. Nie ma mocnych od sąsiada, jak to się mówi. Śmierdzi na klatce. Teraz to jest lato, to jest okno otwarte, ale zimą to jest gorzej – mówią sąsiedzi.

Tych kotów tu jest bardzo dużo. Ja bardzo często miałam narobione na wycieraczce. Bo te koty sobie chodzą, jak chcą. No i w piwnicy to jest hotel. Panowie, zajdą do piwnicy i zobaczą, są naszykowane leżanki. To jest w korytarzu. Tak, to jest uciążliwe, no bo ten smród jest. Oni nie wietrzą, oni nie sprzątają chyba – mówi kobieta. – No jest fatalnie. Nawet nie tak dawno byłam w spółdzielni, mówiłam o tym, no ale oni nic nie mogą zrobić. Mają związane ręce, bo nie mogą chyba tak odebrać kotów – dodaje nasza rozmówczyni. – No ja nie wiem, czy nie mogą, ale no to jakoś chyba jest możliwość, żeby to załatwić, żeby to… No przecież my jesteśmy lokatorami, nie koty. My płacimy czynsz. No to my mamy teraz podporządkowych się kotom? – dodaje poirytowana kobieta.

Udało nam się porozmawiać z właścicielami kotów. Małżeństwo było jednak niechętne do rozmowy. Ich zdaniem, kotom nie dzieje się krzywda i nie są one uciążliwe.

Spółdzielnia ma związane ręce

Sprawa wielokrotnie trafiała do spółdzielni mieszkaniowej, ale ta jest bezradna, ponieważ przepisy w Polsce są w takich przypadkach bardzo skomplikowane. Spółdzielnia nie może ot tak wejść do prywatnego mieszkania i odebrać komuś zwierząt. Procedury sądowe czy eksmisyjne trwają latami, a bieżące interwencje kończą się zazwyczaj na upomnieniach. – My jako spółdzielnia zaraz po otrzymaniu takiej informacji wysłaliśmy pismo dyscyplinujące do lokatora i powiadomiliśmy również o tej niedogodnej dla mieszkańców sytuacji, sanepid. W niedługim czasie umówiliśmy się na wizję lokalną w mieszkaniu. Po przeprowadzeniu tej wizji lokalnej, wystosowaliśmy pismo do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, z prośbą by również przeprowadziło tam swoją kontrolę. Jeżeli chodzi o odpowiedź zwrotną, to TOZ określił jasno, że nie występują tam ani znamiona znęcania się nad zwierzętami w rozumieniu przepisów ustawy, ani także ich dobrostan jest nienaruszony – mówi Monika Pająk, zastępca prezesa Piotrkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Temat dla nas jest bardzo ważny, Dlatego nasz administrator nawiązał kontakt ze stowarzyszeniem Wibrys i z fundacją Miasto Kotów. Poprosiliśmy obie instytucje o pomoc. W obecnej sytuacji wystosowaliśmy także pismo do Urzędu Miasta z prośbą o to, żeby Urząd Miasta zainterweniował w tej sprawie. Powiadomiliśmy praktycznie każdą instytucję, którą mogliśmy no i czekamy tak naprawdę na efekty – dodaje.

Na zdjęciu Zastępca Prezesa PSM i administrator osiedla

Kontrole TOZ nie wykazują nieprawidłowości.

W tej sprawie odwiedziliśmy piotrkowskie schronisko dla zwierząt. To właśnie pracownicy tej instytucji przeprowadzali kontrole w mieszkaniu małżeństwa. Jak zapewnia Maria Mrozińska – inspektorka TOZ, zwierzętom przebywającym w mieszkaniu nie dzieje się krzywda, chociaż faktycznie wyczuwalny jest zapach moczu. – Przeprowadzaliśmy kontrole kilka razy, nie stwierdziliśmy by zwierzęta były zaniedbane Mają swoje książeczki zdrowia. Koty są wysterylizowane i wykastrowane. Ten pan jest karmicielem i nawet pobiera od nas karmę dla kotów wolnobytujących. Za każdym razem wydawaliśmy zalecenie pokontrolne, które mówiły o tym że kuwety powinny być czyszczone na bieżąco – mówi w rozmowiie z nami Maria Mrozińska.

Co dalej z lokatorami?

Mieszkańcy czują się zostawieni sami sobie. Z jednej strony mamy problem właściciela, który prawdopodobnie nie radzi sobie z opieką nad taką liczbą zwierząt, a z drugiej – kilkanaście rodzin, które nie mogą otworzyć drzwi na klatkę bez odruchu wymiotnego.

0 0 głosy
Oceń temat artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Polecamy

Back to top button

Ej! Odblokuj nas :)

Wykryliśmy, że używasz wtyczki typu AdBlock i blokujesz nasze reklamy. Prosimy, odblokuj nas!
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x