Fot. Kadr z filmu "Rejs" (1970), reżyseria: Marek Piwowski, scenariusz: Marek Piwowski, Janusz Głowacki, Jerzy Karaszkiewicz, Andrzej Barszczyński.

Walne milczenie

Views: 249

Pojechałem w sobotę na walne zebranie wolborskiej OSP, gdzie miały się rozstrzygnąć losy wolborskiej orkiestry dętej, która na przestrzeni ostatnich lat, wskutek zmiennych warunków ekonomicznych, personalnych animozji oraz paru zaniechań, uległa finalnie organizacyjnej dezintegracji.

Dziwnym zrządzeniem losu temat ten nie funkcjonował szeroko w dyskursie publicznym lokalnej społeczności, choć byłoby niesprawiedliwe, gdybym napisał, że nie funkcjonował wcale. Przeciwnie. Poruszany był w licznych zakulisowych dyskusjach. Z tego co wiem, był również obecny na posiedzeniach komisji roboczych Rady Miasta wcześniejszych kadencji (najczęściej przy okazji zbliżających się uroczystości). Nigdy jednak nie wybrzmiał dostatecznie silnie, by doprowadzić do przełomu, który byłby w stanie zainicjować pożądane zmiany.

Upraszczając: u zarania problemu chodziło o sfinansowanie niezbędnego remontu wysłużonych instrumentów. W grę wchodziła kwota kilku, może kilkunastu tysięcy złotych, gdyby wliczyć w to wymianę niektórych instrumentów na nowe. W skali budżetu gminy byłby (i jest) to żaden problem, gdyby tylko kierownictwo wolborskiej OSP oficjalnie o to wystąpiło. Istnieją bowiem prawne możliwości sfinansowania lub dofinansowania działalności „orkiestry dętej przy OSP w formie dotacji celowej udzielanej dla jednostki na działalność kulturalną na podstawie art. 221 ustawy o finansach publicznych oraz w trybie z art. 13-19a ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie”. Jak się okazało, a wobec czego zgłaszano wcześniej wątpliwości, pozwala na to również statut OSP Wolbórz. Problem w tym, że jednostka do gminy o dotację nigdy nie wystąpiła, co wiązało samorządowi ręce. Dlaczego nie wystąpiła? Bo istniałaby konieczność rozliczenia pozyskanych środków, za co nikt społecznie (a taki charakter ma działalność OSP) nie chciał się zabrać. Zresztą trudno się dziwić. Zaczęło to jednak rodzić wzajemnie oczekiwania i pretensje między kapelmistrzem orkiestry a władzami gminy. Nie wchodząc w ich subiektywne racje (kto do kogo powinien przyjść, by rozpocząć trudne acz konieczne rozmowy), wpłynęło to niekorzystnie na organizację niektórych gminnych uroczystości. Przynajmniej w ocenie samorządu. Dlatego też gmina postanowiła alternatywnie skorzystać z usług innych orkiestr, w tym m.in. orkiestry działającej przy OSP w Żarnowicy. Dla wolborskiej orkiestry i jej kapelmistrza był to prestiżowy policzek.

Narastający impas sięgnął zenitu podczas październikowych uroczystości odsłonięcia pomnika Piłsudskiego w centrum Wolborza, gdzie nie było rodzimej orkiestry. Nie chcę rozstrzygać z czyjej winy. Właśnie dlatego, że widać w tym sporze, jak w soczewce, nasze największe wady narodowe, które wobec wartości nadrzędnych powinniśmy umieć neutralizować.

Na początku grudnia ubiegłego roku opublikowałem pierwszy artykuł, w którym szeroko przedstawiłem historię wolborskiej orkiestry dętej. Być może w jego puencie nie zachowałem niezbędnego balansu w ocenie genezy obecnych jej problemów. Mój błąd. Jednak podobnie, jak bezpośrednio zainteresowani tematem, również ja nie znałem wszystkich uwarunkowań legislacyjnych, które wybrzmiały dopiero po ukazaniu się publikacji i zainicjowanej nią szerokiej dyskusji, której towarzyszyła drobiazgowa analiza prawna.

Na stole pojawiły się trzy rozwiązania, które miały zdecydować o przyszłości organizacyjnej wolborskiej orkiestry:

1/ Orkiestra pozostanie w niezmienionej formule organizacyjnej. Prowadził ją będzie, jak do tej pory, kapelmistrz Piotr Grzegorz Kopański, a władze wolborskiej OSP będą występowały do gminy o wspomniane wyżej dotacje celowe zgodnie z zapotrzebowaniem, następnie rzetelnie je rozliczając. Za tym rozwiązaniem optował kapelmistrz.

2/ Przy orkiestrze powstanie stowarzyszenie, biorąc na siebie kwestię pozyskiwania i rozliczania wszelkich środków. Zaletą tego rozwiązania jest znacznie szersze spektrum możliwości zdobywania funduszy na działalność orkiestry. Wymaga jednak od osoby, która podjęłaby się takiego zadania, silnego zaangażowania. Rozwiązanie to popierał burmistrz Wolborza Andrzej Jaros, stawiając za przykład wybrane orkiestry OSP, funkcjonujące w tej formule.

3/ Orkiestra zostanie organizacyjnie podporządkowana Wolborskiemu Centrum Kultury, co miałoby na celu usprawnić jej funkcjonowanie oraz ułatwić transfer funduszy samorządowych na działalność bieżącą.

Ostatecznie wolborscy strażacy nie przyjęli żadnej z wymienionych opcji, w przeciwieństwie do OSP w Żarnowicy, której również je przedstawiono, wobec czego Wolbórz reprezentuje, przynajmniej oficjalnie, orkiestra dęta OSP Żarnowica, działająca przy Wolborskim Centrum Kultury w Wolborzu.

W międzyczasie Piotr Grzegorz Kopański założył stowarzyszenie muzyczno-artystyczne „Co nam w duszy gra”, pod egidą którego działa jego big band „Tembr”. Grają w nim m.in. niektórzy członkowie dawnej wolborskiej orkiestry dętej. Zespół coraz bardziej się aktywizuje, biorąc udział także w uroczystościach kościelnych.

Generalnie jednak atmosfera w muzycznym środowisku strażackim gminy Wolbórz nie jest dobra. Zgodnie z głośnymi zapowiedziami, sobotnie walne zebranie miało ostatecznie zdecydować o przyszłości organizacyjnej wolborskiej orkiestry. I co? I nic. Nikt z zainteresowanych, a byli wszyscy, nawet się na ten temat nie zająknął. Szkoda, bo jakiejkolwiek decyzji by nie podjęto, miałaby ona charakter wiążący i ostateczny, ucinając dalsze dywagacje i spekulacje. A tak problem nie tylko nie zniknął, ale nierozwiązany będzie narastał.

Komentarzy: 1

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Sprawnie przygotowane zebranie.. no niestety jest jedno ALE, podziękowania były.. szkoda tylko, że zapomniał o orkiestrze, która przygotowała oprawę muzyczną 😉