Historia regionuWola KrzysztoporskaWydarzenia

Siekierezada w Jeżowie

Jeżów – niewielka wieś leżąca miedzy Wolą Krzysztoporska a Rozprzą. To tam, przed prawie stu laty, doszło do pewnej zbrodni. Jej historia może posłużyć za kolejny przykład prawdziwości tytułu słynnej powieści Dostojewskiego mówiącego, że jeśli jest zbrodnia, to musi być i kara. Podobnie jak w powieści mamy tu młodego człowieka, mamy narzędzie zbrodni – siekierę, mamy też nieuchronność wyroku za dokonaną zbrodnię.

Zbrodnia

W tejże wsi, leżącej obecnie w gminie Wola Krzysztoporska, mieszkał na początku XX wieku blisko sześćdziesięcioletni Franciszek Markiewicz – gospodarz, posiadający zagrodę i 12 mórg gruntu, czyli według dzisiejszych miar ponad 6 ha. Ze starym Markiewiczem, po śmierci żony Marianny (z Woźniakowskich) mieszkała wówczas dwójka dzieci: 26-letni Józef oraz 14-letnia Bolesława.

Młody Józef Markiewicz – podobno hulaka i człowiek leniwy – postanowił pewnego razu poślubić córkę sąsiadów – Świstakównę. Zażądał więc od ojca odstąpienia mu gospodarstwa. Stary Markiewicz, niezadowolony z planów matrymonialnych syna, nie zgodził się na ślub i przepisanie majątku. Doszło do konfliktu. Napięcie w rodzinie zaczęło wzrastać, dochodziło do bezustannych sprzeczek miedzy ojcem a synem. W końcu doszło do tragedii.

W środę, 4 grudnia 1907 roku, Franciszek Markiewicz miał udać się do sądu gminnego do pobliskiej Rozprzy (wieś Jeżów należała wówczas do gminy Krzyżanów). W sądzie się jednak nie pojawił. Ślad po nim zaginął.

Wieś w szybkim czasie zauważyła zniknięcie gospodarza, a sąsiedzi wiedząc o niesnaskach w rodzinie Markiewiczów, zawiadomili władze o tajemniczym zniknięciu starca.

W toku dochodzenia w mieszkaniu Markiewiczów, za piecem, znaleziona została czapka gospodarza ze śladami krwi. Józefa Markiewicza aresztowano, ale z braku dowodów na popełnioną zbrodnię i nie znalezienia ciała, wkrótce go wypuszczono.

Po opuszczeniu aresztu i powrocie do rodzinnej wsi Józef Markiewicz zaczął życie w odosobnieniu, stał się lękliwy i nieufny. Wzbudzało to podejrzenia mieszkańców wsi. Zaczęto go obserwować i śledzić.

W marcu 1908 roku stróże nocni, Józef Wojtania i Jan Krzaczyński, zauważyli jak Markiewicz wyjechał wozem za wieś. Musiało wydawać im się to podejrzane, bo niezwłocznie zawiadomili o tym sołtysa Jeżowa – Józefa Stępnia. Ten, wraz z innymi gospodarzami, udał się pospiesznie do domu Markiewicza. Tam zastali Józefa wyprzęgającego konia. Na zapytanie dokąd jeździł, miał odpowiedzieć im, że przejeżdżał chorego konia. Nie uwierzono mu. W marcu tamtego roku ziemię pokrywał śnieg, ślady wozu były dobrze widoczne na drodze. Postanowiono więc sprawdzić, gdzie to pojechał wozem. Sołtys wraz z gospodarzami poszli po śladach na śniegu. W końcu dotarli do młyna znajdującego się w pobliżu wsi. Za młynem zauważono świeżo naruszoną ziemię. Przypuszczając, że to właśnie tam mogą znajdować się zakopane zwłoki starego Markiewicza, postanowiono szybko wrócić do zagrody Markiewiczów i pojmać Józefa Markiewicza. Spóźnili się. Po młodym Markiewiczu nie było już śladu.

Zawiadomiono władze śledcze. Po przybyciu policji i władz sądowych w pobliżu młyna rozkopano ziemię. Podejrzenia sprawdziły się. Z ziemi wydobyto zwłoki Franciszka Markiewicza. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że został on zamordowany uderzeniami tępym narzędziem w głowę, a śmierć nastąpiła najprawdopodobniej wskutek znacznego wylewu krwi w mózgu. Śledczy byli pewni, że mają do czynienia z zabójstwem. Główny podejrzany, jego syn, rozpłynął się jednak w powietrzu.

Kara

Minęło prawie dwadzieścia lat. O zbrodni w Jeżowie już dawno zapomniano, a w byłym gospodarstwie Markiewiczów – po zniknięciu Józefa – gospodarowała córka Franciszka Markiewicza – Bolesława, wraz z mężem Józefem Krzaczyńskim. Lecz zdarzyła się rzecz niespodziewana. Oto w dniu 3 czerwca 1927 roku w Sądzie Pokoju w Piotrkowie, rozpatrywana była pewna sprawa przeciwko Krzaczyńskim. Autorami powództwa byli Stanisława i Józef Wiewióra, a przedmiotem był podział majątku po… Franciszku Markiewiczu. Z przedstawionego przez Wiewiórów aktu rejentalnego wynikało, że Józef Markiewicz odstąpił swe prawa do części spadku po ojcu jednej ze swoich sióstr – Stanisławie, a ta razem z mężem zaczęła dochodzić swoich praw przed sądem. To był błąd ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości Józefa, który zapewne nie wiedział, że zbrodnia o którą był podejrzewany, po dwudziestu latach uległaby przedawnieniu – brakowało do tego już tylko kilku miesięcy. Władze szybko przypomniały sobie o morderstwie sprzed lat i zaczęto ponownie szukać Józefa. Udało się. Ujęto go w Krakowie 23 października 1927 roku.

Szybko doszło do przesłuchania oskarżonego – akt oskarżenia musiano przedstawić przecież przed 7 grudnia 1927 roku. Józef przyznał się do zabójstwa ojca, oświadczając, że zamordował go ze złości, iż ten uderzył go siekierą. Miał on wtedy chwycić ową siekierę i kilkakrotnie uderzyć ojca w głowę, który to zalany krwią miał upaść i szybko wyzionąć ducha. Przyznał się też, że po zabójstwie kilka miesięcy ukrywał zwłoki – zima znacznie ułatwiała mu to, a po zakopaniu ich w pobliżu młyna, zbiegł za granicę do Prus i przebywał tam dłuższy czas, a następnie wrócił i zamieszkał w Krakowie.

W rezultacie prowadzonego postępowania prokuratura oskarżyła Józefa Markiewicza z art. 454 Kodeksu Karnego o morderstwo. W dniu 28 listopada 1927 roku zbrodnią w Jeżowie zajmował się Sąd Okręgowy w Piotrkowie. Brakowało już tylko pięciu dni do przedawnienia. Oskarżający prokurator, Grabowski, domagał się dziesięć lat ciężkiego więzienia. Z kolei obrońca, mecenas Włodzimierz Kański, podkreślał, że oskarżony przez ostanie dwadzieścia lat po dokonaniu zbrodni pędził życie nienaganne, dlatego też domagał się najłagodniejszego wymiaru kary z zastosowaniem Amnestii.

Sąd wybrał chyba kompromisowe rozwiązane wymierzając 45-letniemu Józefowi Markiewiczowi karę ośmiu lat ciężkiego więzienia, a po zastosowaniu Amnestii, zmieniając na pięć lat i cztery miesiące więzienia.

0 0 vote
Article Rating
Tagi

Powiązane artykuły

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back to top button
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
Close
Close