Nowe bajania Ministerstwa Ekstremalnej Niekompetencji

Views: 68

Zbliża się półmetek wakacji. Tymczasem nad zębami i pod włosami szefowej Ministerstwa Edukacji Narodowej, Zalewskiej, wykluł się kolejny fantastyczny pomysł, a nawet trzy. Od września bowiem szkoła będzie miała obowiązek zapewnienia uczniom szafek na podręczniki, przerwa potrwa minimum 10 minut, a matematyka w planie znajdzie się nie później niż na 6 lekcji.

W projekcie rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa i higieny jednoznacznie określono obowiązek dyrektora szkoły w zakresie zapewnienia uczniom miejsca na pozostawienie podręczników i przyborów szkolnych.

„Rozwiązanie to powinno spowodować skuteczniejsze egzekwowanie prawa ucznia i ograniczyć problemy z nadmiernym obciążeniem” – podkreśla MEN.

W praktyce konieczność wygospodarowania dla uczniów szafek i miejsca na nie zrodzi niewyobrażalny problem dla samorządów, w których wydatki na oświatę i tak pochłaniają lwią część corocznego budżetu. Tak się bowiem składa, że ministerstwo z roku na rok rozporządza i wdraża, ale kasy na realizację tych pomysłów nie daje, a w najlepszym razie daje niewspółmiernie mało. Wszystkim znane są obrazki z amerykańskich filmów, gdzie czasem pokazywany jest szkolny korytarz, a na nim w równych rzędach schludne szafki na książki. Tyle że tam funkcjonuje to od pokoleń, także w standardach budowlanych dla placówek oświatowych. W Polsce nie dosyć, że nie buduje się już nowych szkół, a wobec niżu demograficznego i likwidacji gimnazjów długo się jeszcze nie będzie budować, to gdy w dodatku oprócz szafek, do szkół średnich w roku szkolnym 2019– 2020 wtłoczone zostaną dwa roczniki (ostatni gimnazjum i ósme klasy podstawówki) – z pewnością wpłynie to na stan bezpieczeństwa i higieny. Tyle, że negatywnie. Tymczasem młodzież już teraz doskonale radzi sobie z nadmiernym obciążeniem, bo podręczników nie nosi. Jeden na parę to prawdziwy sukces. Ministerstwo powinno więc pójść raczej w kierunku e-podręczników (za wyjątkiem „szczupłych” zazwyczaj ćwiczeniówek), których dowolną ilość można zmieścić w powszechnym telefonie czy tablecie bez uszczerbku dla kręgosłupa, aniżeli wdrażać techniczne innowacje sprzed dziesięcioleci.

Kolejne rozwiązania brzmią jeszcze ciekawiej. Resort edukacji wprowadza też minimalny czas trwania przerw – co najmniej 10 minut; mają one być także dostosowane do potrzeb uczniów.

„Dyrektor szkoły w tej kwestii będzie obowiązany zasięgnąć opinii rady rodziców i samorządu uczniowskiego, gdyż długość przerw powinna być racjonalnie dostosowana do potrzeb społeczności szkolnej, np. umożliwiać spożycie drugiego śniadania i obiadu” – wskazuje MEN.

W nowej wersji rozporządzenia ma znaleźć się także obowiązek uwzględnienia w planie zajęć wymagających intensywnego wysiłku umysłowego nie później niż na szóstej godzinie zajęć w danym dniu.

Tyle, że to dwa wzajemnie wykluczające się rozwiązania, gdyż z chwilą wydłużenia przerw, godziny rozpoczęcia wszystkich lekcji (poza pierwszą) automatycznie przesuną się do przodu. Czyli piąta godzina lekcyjna będzie mniej więcej realizowana na szóstej, a szósta na siódmej. Wystarczyło natomiast napisać, że np. matematyka nie może być realizowana później aniżeli do godz. 12.30 lub 13.00 w danym dniu, i to rozwiązałoby problem. Nikt jednak nie wpadł na ten pomysł, nie mówiąc o wcześniejszych bublach, co rodzi kluczowe pytanie – what’s up, MEN?

Komentarzy: 1

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Z tymi przerwami to naprawde bajdużenie. U mnie w liceum już są same 10-cio minutowe przerwy. Tylko pierwsza przerwa jest 5-cio minutowa i to na tą sie narzeka, że powinna być 10-cio a ostatnue dwie przerwy pod koniec planu szkolengo powinny być 5-cio minutowe. Skoro bedzie mozna rozmawiać na ten temat z dyrekcją to mi to pasuje 🙂