Uncategorized

Dybkowski nieznany [z historii piotrkowskich mediów]

Cz. 3 (2). Z historii piotrkowskich mediów

Na początku lat 90. w Tuszynie policja nakryła wytwórnię amfetaminy, która przez to, że w jej produkcję zaangażowany był jeden z łódzkich naukowców, miała opinię najczystszej na świecie*. Andrzej Kobalczyk pamięta, że temat łódzkiego chemika realizował wtedy dla „Wiadomości Dnia”, gdzie również Janusz robił zdjęcia.

– Wiele razy rozmawialiśmy z Jankiem o stresie powodowanym różnymi zdarzeniami, których musieliśmy być świadkami – wspomina generał Państwowej Straży Pożarnej, Tadeusz Karcz. Pamiętam, gdy Janusz mówił: „Wiesz co, najlepiej to usiąść, dziabnąć zimne piwo, wtedy się człowiek odstresuje i ochłonie”.

Gdy w 1992 r. w Piotrkowie powołano Państwową Straż Pożarną, powstały również wyspecjalizowane grupy, których zadaniem była walka z określonym typem zagrożeń: chemiczna i płetwonurków. – Oczywiście Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (WOPR) działało dużo wcześniej zanim powstała PSP – mówi Włodzimierz Kapiec, były komendant miejski PSP w Piotrkowie.

Od reformy administracyjnej w 1975 r. nowo utworzony Zalew Sulejowski zyskał silne umocowanie prawne, ponieważ powołano biuro zagospodarowania obrzeży zbiornika sulejowskiego przy wojewodzie piotrkowskim. Szefem sulejowskiego WOPR-u w latach 1980–1990 był Bogdan Głowacki, kolega Janusza z lat szkoły podstawowej, dlatego panowie mieli ze sobą doskonały kontakt i Dybkowski wiedział o każdej akcji na wodzie lub w jej pobliżu. O akcjach naziemnych fotoreporter informowany był zaś bezpośrednio ze stanowiska kierowania PSP oraz przez rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie, Arkadiusza Pawełczyka, z którym znał się prywatnie.

– Janek był reporterem, i to rzetelnym! Śmiejemy się, że spał w ubraniu, ale to chyba była prawda, bo jak tylko zadzwoniła straż lub policja, że jest wypadek, to on od razu był na dole z aparatami i jechał, i te trupy fotografował. On był świetnym fotografem trupów. Ja bym się porzygał! – mówi z odrazą Tomasz Żerkowski.

– Pamiętam pewien wypadek na początku lat 90. – relacjonuje Karcz. W Polichnie za motelem, na wysokości dzisiejszego hotelu „Górski”, tyle że po drugiej stronie, wywalił się transport wody amoniakalnej, przewożonej w plastikowych pojemnikach pojemności kilku tysięcy litrów każdy. Silnie parującą ciecz trzeba było mocno rozcieńczać. Janusz pojawił się niemal natychmiast. Pytam: „A co ty tu robisz?”. On na to: „Przyjechałem taksówką”. To była długa akcja, bo musieliśmy zdobyć palety na pojemniki i ograniczyć strefę skażenia. Mówię do Janka: „Nie biegaj tu tak”. „Dlaczego?” – pyta. „Nie biegaj, bo ci reszta włosów wyjdzie”. On zaś walnął od niechcenia: „Co się przejmujesz?”. Podszedł do mnie Andrzej Darmos, wcześniej zastępca komendanta wojewódzkiego straży pożarnej, a po powstaniu PSP dowódca jednostki ratowniczo-gaśniczej, i mówi: „Tadek, pogoń go, bo przecież zaraz nie będzie miał butów, albo i nóg”. No i później widzę, że rzeczywiście Janek zaczyna się coraz mocniej drapać. Mówię więc do niego: „Widzisz, tam, gdzie jesteś lekko przepocony, sól po prostu reaguje. Zaraz nie będziesz miał brody i włosów”.

– Wtedy dokumentowanie przez nas akcji ratowniczych, w tym oczywiście wypadków samochodowych, stało na bardzo niskim, by nie powiedzieć, żadnym poziomie. To wszystko zostawało w oczach ludzi, we wspomnieniach, relacjach. A Janusz był pierwszym, który zaczął to robić w pełni profesjonalnie – wspomina Włodzimierz Kapiec.

– Jeśli chodzi o dokumentowanie wypadków – uzupełnia Tomasz Żerkowski – to nie do końca było tak, że Janek robił to pierwszy. Miałem w komendzie znajomych fotografów i oni jeździli do każdego wypadku i robili dokładne zdjęcia, bo to policja była pierwsza na miejscu zdarzenia. Straż wzywana była tylko wtedy, gdy trzeba było ewentualnie rozciąć samochód.

Robert Westrych dodaje, że Janek robił to pod kątem gazety, reportażu, bo tragedia zawsze wstrząsa i jest nośnym tematem. Fotografa zszokowała szczególnie pewna scena, którą powiększał dla Janka. – To było zdjęcie z wypadku samochodowego, gdzie bodaj volkswagen passat rozbił się na drodze w kierunku Bełchatowa. W wyniku zderzenia maska tak się niefortunnie złożyła, że przecięła człowieka pionowo na pół. To zdjęcie… Bałem się je w ciemni powiększać. Niesamowite! Normalnie, masakra! Wprawdzie dostał później za nie pierwszą nagrodę na jakimś prestiżowym konkursie, ale praca ta nigdy nie została pokazana.

– To było chyba w czasach pracy Janka dla lokalnej telewizji – wspomina Tadeusz Karcz. – Przyszedł kiedyś do mnie Izydor Młoczkowski i oznajmił, że chciałby nakręcić pierwszy w Polsce dokumentalny film o strażakach. Pytał, czy pozwolę. Mówię: „Dobra, co tylko chcesz…” Skierowałem ich do jednostki, która miała najwięcej wyjazdów, do „trójki” na Wólczańskiej w Łodzi, gdzie mają 1000-1300 wyjazdów rocznie. A jeśli nie tam, to pójdziesz do „jedynki”. I nie ma bata, by 3 razy dziennie nie wyjeżdżali. No, ale niestety projekt utknął na etapie pomysłu.

C.D.N.

*Wiele lat później powstał znakomity serial nakręcony przez Amerykanów, który oczywiście niezależnie nawiązywał do wątku produkcji, w tym przypadku metamfetaminy, przez profesjonalnie przygotowanego chemika („The Breaking Bad”, 2008-2013).
0 0 votes
Oceń temat artykułu
reklama
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

Back to top button
0
Would love your thoughts, please comment.x

Ej! Odblokuj nas :)

Wykryliśmy, że używasz wtyczki typu AdBlock i blokujesz nasze reklamy. Prosimy, odblokuj nas!