Miejsca i groby wojenne

Egzekucja Żydów w piotrkowskim lesie. Strzelali… Polacy

Views: 5266

Czy ustawą sejmową można betonować sądy historyczne i ustanawiać fakty? Według większości obecnych posłów i pracowników IPN, tak – w imię obrony naszej ojczyzny przed kłamstwem – jak tłumaczą. Oczywiście, w kwestii tego, że nie istniały „polskie obozy śmierci” jest pełna zgoda. Czy jednak Polakom można przypisywać jakiś udział w Holokauście? Wojenna przeszłość nie jest jednoznaczna, nie jest czarno-biała, o czym mówią chociażby dokumenty skrywane w archiwach… IPN, do których tamtejsi pracownicy chyba nie dotarli.

W połowie października 1942 roku rozpoczęła się likwidacja piotrkowskiego getta. Świadomi swego losu Żydzi podejmowali próby ucieczki, ale z obstawionego szczelnie m.in. przez Policję Polską Generalnego Gubernatorstwa (tzw. granatowych policjantów) getta, trudno było się wydostać, a tym którym się już udało, zostawali często wyłapywani i osadzani w więzieniu. Ich los był wtedy przesądzony – zaczęto dokonywał egzekucji całych grup uciekinierów, najczęściej w podpiotrkowskich lasach, leżących na wschód od miasta. Jedna z pierwszych takich masowych egzekucji miała miejsce już w październiku 1942 roku.

Pewnego październikowego dnia (dokładnej daty nie udało się ustalić), licząca około 60 członków piotrkowska komenda Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa dostała od policji niemieckiej (tzw. Schuppo) zadanie wydzielić na dzień następny część policjantów do specjalnego akcji. Piotrkowski komendant policji granatowej Jan Antczak miał wyznaczyć osiemnastu swoich podwładnych. Jednym z nich był Kazimierz Huczko, urodzony w Przemyślu, doświadczony, bo 57-letni policjant, który – uprzedzając fakty – brał bezpośredni udział w tej egzekucji. Kilka lat później opisywał on ten dzień następująco:

Dowódca plutonu Sypniewski [Kazimierz – przyp. red.] rozkazał podwładnym policjantom granatowym przybycie następnego dnia w godzinach rannych do komisariatu. Zgodnie z otrzymanym rozkazem po stawieniu się do komisariatu polecono zabrać posiadane karabiny ręczne i udać się do dyspozycji Schuppo. Pod kierunkiem Pawlaka [Szczepana – przyp. red.] udaliśmy się do gmachu Schuppo mieszczącego się przy ulicy Sienkiewicza [pod numerem 10 – przyp. red.] w Piotrkowie, skąd następnie z schuppowcami i szefem Schuppo (Oberleutnant der Polizei) – Muschalą, dwoma samochodami ciężarowymi pojechaliśmy do więzienia w Piotrkowie. Muschala przyjechał samochodem osobowym.

Po przybyciu na podwórko więzienne spotkaliśmy tam już grupę osób, mężczyzn i kobiet w liczbie około trzydzieści. Wszyscy powiązane mieli drutem ręce do tyłu oraz zawiązane mieli szmatami oczy. Wszystkim osobom hitlerowcy polecili wchodzenie do samochodów w czym my pomagaliśmy. Po załadowaniu wszystkich osób do samochodów również i policjanci wraz z schupowcami wsiedli do nich.

Innym policjantem granatowym wyznaczonym na tę akcję był Alojzy Kuzmierski, 32-letni łodzianin, który opisywał wizytę w siedzibie Schuppo i na placu więziennym następująco:

Na miejscu w Schuppo otrzymaliśmy rozkazy ażeby wsiąść do stojących na podwórzu samochodów, natomiast ja z [policjantem] Biskupem zostałem zatrzymany, a gdy samochód z pozostałymi policjantami odjechał jeden schuppowiec zabrał nas i piechotą udaliśmy się do więzienia.

Na podwórzu w więzieniu stały samochody ciężarowe – kryte, do których na polecenie schuppowca weszliśmy. Ponieważ w samochodzie siedziało dwóch schuppowców, żadnej rozmowy z siedzącymi tam ludźmi nie prowadziłem. Po chwili samochody wyjechały z więzienia. Po drodze pytałem się jednego schuppowca dokąd jedziemy, na to ten mi odpowiedział: „co Was to obchodzi, kazano wam jechać to siedźcie cicho”.

Kazimierz Huczko wspomina dalej:

Z więzienia ul. Piłsudskiego, a następnie Wolborską pojechaliśmy w kierunku lasu Rakowskiego koło Piotrkowa. Na odległości około dwóch kilometrów od Piotrkowa skręciliśmy w lewo w głąb lasu i po ujechaniu około 500 metrów samochody zatrzymały się. (…) Było to jakby na polanie obok rzadko porośniętych małych krzaków, zaś dalej był duży las.

Jak dziś wiadomo, miejsce które opisywał Huczko, leży obecnie mniej więcej w połowie długości lasu wolborskiego, z tym, że zarośnięte jest już drzewami.

Następnie hitlerowcy rozkazywali wychodzić wszystkim z samochodów co też zostało uczynione. Zauważyliśmy wówczas, że w pobliżu samochodów znajdował się już wykopany dół. Wraz z hitlerowcami skazane osoby podprowadziliśmy bliżej wykopanego rowu. Na rozkaz Muschali przetłumaczony nam przez Pawlaka połowę przywiezionych osób ustawiliśmy nad wykopanym dołem twarzą do niego a następnie z odległości około ośmiu kroków każdy z nas policjantów oddał po jednym strzale w tył głowy osobie stojącej naprzeciwko niego. Strzelaliśmy jednocześnie na komendę podaną przez Szczepana Pawlaka. Po oddaniu strzałów wszystkie osoby w liczbie około piętnastu wpadły do dołu po czym Muschala z pistoletu oddał jeszcze kilka strzałów do tych którzy dawali znaki życia. W podobny sposób dokonywaliśmy rozstrzelania drugiej grupy osób w liczbie również jak mogę określić około piętnastu. Każdy z policjantów podobnie jak ja w czasie powyższej egzekucji zastrzelił po dwie osoby. Pamiętam, że w obydwu wypadkach oddawałem strzały do mężczyzn. Przypominam sobie, że w czasie wykonywania powyższej egzekucji jedna z osób krzyczała, że na nas przyjdzie taki koniec jak dziś na nich. Z rozstrzelanych osób po nazwisku nie znałem nikogo jak również nie jest mi wiadomo skąd te osoby pochodziły. Jakie były przyczyny rozstrzeliwania osób wyżej opisanej egzekucji nie jest mi wiadomo, przypuszczam ze swej strony, że za opuszczenie getta. Zastrzelone osoby zakopane zostały przez Żydów, których hitlerowcy przywieźli i pod bronią trzymali obok miejsca wykonywanej egzekucji. My policjanci po wykonaniu egzekucji odjechaliśmy do Piotrkowa.

Z kolei Kuzmierski, nie biorący udziału jak Huczko bezpośrednio w egzekucji, wspomina czas od wyjazdu samochodów z więzienia tak:

Po pewnym czasie samochody zatrzymały się w lesie przy nie dużej polanie. O ile mi jest wiadomym był to las wolborski, albo rakowski. Na miejscu z samochodu polecono nam wyjść i dopiero gdy samochód został opróżniony stwierdziłem, że była grupa osób około 15 z zawiązanymi oczyma. Byli to żydzi kobiety i mężczyźni. W drugim samochodzie była też taka sama grupa żydów. Do pierwszej grupy skazanych żydów po pewnej chwili doszli schuppowcy, którzy zaprowadzili ich na polanę, a nam kazano się położyć. Po pewnej chwili słyszałem strzały oddawane z ręcznych karabinów. Po zlikwidowaniu pierwszej grupy schuppowcy przyszli i zabrali drugą grupę Żydów, która w podobny sposób została rozstrzelana. Kto strzelał do Żydów tego nie widziałem, lecz później kiedy wracaliśmy dowiedziałem się od pozostałych policjantów, że schuppowcy użyli ich do plutonu egzekucyjnego. Ja udziału w egzekucji bezpośrednio nie brałem ponieważ pilnowałem wraz z schuppowcami tej grupy żydów, których przewieźliśmy samochodem, a przy drugiej grupie był Biskup. Po dokonanej egzekucji rozstrzelanych Żydów zakopywała grupa Żydów, których widziałem stojących z łopatami, na uboczu a których pilnował z psem schuppowiec Wiland.

Egzekucji dokonywaliśmy my, funkcjonariusze policji granatowej, zaś hitlerowcy stali na obstawie a jeden tylko dawał nam komendę przy wykonywaniu egzekucji – zeznawał z kolei inny biorący udział w tej tragicznej historii policjant granatowy, 24-letni Eugeniusz Gajda.

Według zeznań przesłuchiwanych przed Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa w Łodzi oraz Komendą Główną Milicji Obywatelskiej w Warszawie świadków, policjantami uczestniczącymi bezpośrednio w egzekucji byli, oprócz wymienionych już Huczki, Pawlaka i Gajdy – komendant Jan Antczak, Edmund Pełka, Stefan Bonikowski, Antoni Gąsiorek, Kazimierz Więckowski, Ignacy Kaja, Eugeniusz Wojciechowski, Franciszek Nowicki, Antoni Gąsiennic, Władysław Jankowski, Józef Krężel, Stefan Kudrzycki, Józef Człapa, Lenarski, Paczkowski i Leski. Wszyscy z nich byli Polakami.

Październikowa egzekucja trzydziestu Żydów w lesie wolborskim pod Piotrkowem, nie była jedyną egzekucją, w której brali granatowi policjanci. Egzekucji takich dokonywano wiele, także na Polakach, aż do 1944 roku, do momenty wyzwolenia Piotrkowa. Większość z piotrkowskich granatowych policjantów została po II wojnie światowej osądzona, część skazana na kary więzienia. Trudno jednak było stwierdzić, czym się tak naprawdę kierowali uczestniczący w egzekucjach policjanci. Już po pierwszej egzekucji, mogli domyślać się, że będą następne, a nie chcąc dalej zabijać swoich rodaków, mogli np. z bronią przejść na drugą stronę, do partyzantki. Ale były też inne przypadki. Na przykład Ignacy Kaja został w latach 90. XX wieku uniewinniony od zarzutu kolaboracji – udowodnił w końcu przed sądem, że był zakonspirowanym w policji granatowej członkiem AK. Trudno sądzić takie sprawy, ale na pewno nie można robić uogólnień w sądach historycznych przy pomocy polityki, jak chce to robić obecna władza i IPN.

Komentarzy: 26

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. skad pochodza zamieszcz9ne cytatay piszac taki tekst nalezy podac zrodlo, kopie dokumentow itd w przeciwnym razie mozna uzac to za oszczerstwo

    1. Szanowny Panie
      Podstawę źródłową, na której oparł się nasz autor, stanowią “Akta śledcze” nr 116/WŁ/53 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, dostępne w łódzkim oddziale IPN pod sygnaturą 5577/VII (IPN Ld Pt1/358 t. 1-2).

    2. Ma Pan rację. Przypisy i bibliografia, to coś co powinno być zamieszczone pod każdym szanującym się tekstem, ale w gdzieś w komentarzach…. szczególnie, że w tekście są cytowania.

      1. Pani Penelopo, przypisy i bibliografia nie są “zamieszczane pod każdym szanującym się tekstem” popularnym czy nawet popularno-naukowym, do których możemy zaliczyć powyższą publikację. Wynika to z paru przesłanek. Po pierwsze, wobec tekstów popularyzatorskich stawia się zupełnie inne wymagania względem aparatu naukowego aniżeli ma to miejsce w przypadku tekstów stricte naukowych (tam jest to bardzo rygorystycznie przestrzegane i egzekwowane). Po drugie, czytelnikowi, nazwijmy go “popularnym”, nie zależy na zaglądaniu do przypisu co drugie zdanie. Wreszcie po trzecie, w takim ujęciu edycyjnym, po prostu nie ma na to miejsca. Jedyny błąd Autora powyższego tekstu polegał na tym, że na końcu artykuły nie zamieścił tej właśnie krótkiej informacji, którą później na wyraźną sugestię jakiegoś czytelnika uzupełniła “Redakcja”, podając źródło. Dla mnie więc sprawa jest jasna i zamknięta. Wiem, gdzie mam szukać tych materiałów i niechybnie to zrobię, bo temat ciekawy. Pozdrawiam.

  2. Uważam, że to bardzo polityczny tytuł. Należy wziąć pod uwagę, że polscy policjanci byli w służbie totalnie podległej okupantowi niemieckiemu a nie w wolnej polskiej służbie decydującej samodzielnie. Ktoś pytał ich o zdanie? To było zadanie dla ochotników? Warto postawić sobie pytanie, czy “granatowi” sami zawieźli Żydów na miejsce stracenia i sami dokonali wyroku, czy może jednak jechali na rozkaz i razem z Schuppo nie mając nic do gadania? Oczywiście, szmalcowników nie brakowało, ale warto podkreślić, że polskie podziemie jako istota polskości w tym czasie, rozprawiało się również z nimi – zamiast głosić oczerniające wewnętrznie polityczne tytuły.

    1. Dokładnie to chciałam rzec – nie usprawiedliwiajac sprawców rzezi trzeba obiektywnie stwierdzić,iż to okupant jej dokonał polskimi rękami i tyle w temacie

    2. Szanowny Panie, tytuł nie jest “polityczny”, a historyczny, bo oddaje prawdę historyczną – strzelali Polacy. Oczywiście kluczową kwestią jest tu motywacja. I ma Pan rację, pisząc, że egzekucje te inspirowali i organizowali Niemcy. Jak już napisałem, sam nie wiem, jakbym zachował się w takiej sytuacji będąc na miejscu granatowego policjanta i oby nigdy nie przyszło mi się dowiedzieć. Dlatego uważam, że tytuł nikogo nie oczernia. Podobnie jak nie okrywa hańbą członków obozowych sonderkommand (a byli to przeważnie Żydzi) pomocnictwo w przeprowadzeniu Holokaustu, tak często przypisywane im przez współziomków tuż po wojnie, nawet w Izraelu.

      1. Relatywizm jest tu co najmniej nie na miejscu. Do granatowej policji, Polaków nie brali przecież łapanki, jak można ich porównywać do Żydów w obozach śmierci ?

  3. Ważny i potrzebny tekst! Prawdy nie da się zatrzeć ustawami. Zamiast toczyć spór “prawdziwi chrześcijanie vs chrześcijanie” wystarczy zrobić po prostu solidny rachunek sumienia, my naród, tak po chrześcijańsku.

    P.S Bohaterem jest osoba, która mimo tego, że jej grożą śmiercią nie zabije drugiej osoby. Tylko i aż ze względu na wartości. Dla tych co zabijali innych, nie ma powodu, który mógłby usprawiedliwić zabijanie.

    1. W zupełności zgadzam się z pierwszą częścią Pańskiej wypowiedzi. Wątpliwości mam natomiast co do post scriptum. Być może dlatego, że w swoim życiu przeczytałem już całkiem sporo relacji obozowych i innych, z których wynika, że “tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. I mimo, że oburzam się czytając ten, skądinąd niezły tekst, to przyznam szczerze, że nie wiem, jak sam zachowałbym się w takiej sytuacji. Szczęściem, nigdy nie musiałem tego doświadczać i mam nadzieję, że nigdy to nie nastąpi.

  4. Łatwo jest osądzać. Pytanie, czy ktoś na miejscu takiego policjanta, mając rodzinę, zaryzykowałby “przejście do partyzantki”. Takie historie najpewniej kończyły się w pierwszej kolejności śmiercią rodziny. Wyrobienie lewych dokumentów i ukrycie rodziny to przedsięwzięcie niezwykle trudne, zwłaszcza, gdy cały aparat państwowy znajduje się pod kontrolą okupanta. Nie można opisanych powyżej wydarzeń traktować, jako celowy mord na Żydach wykonany przez Polaków. Polscy policjanci, do końca życia musieli zmagać się ze świadomością tego co zrobili. To nie był mord, dokonany przez Polaków na polecenie Polaków, tylko wyrafinowany sposób hitlerowców na umycie rąk.

      1. W 1939 policjanci musieli się zgłosić. Nie było natomiast obowiązku wstępowania do policji później. Można było pojechać na roboty do Niemiec albo do obozu, wstąpić do Baudienstu.

  5. Szanowni Komentatorzy – zajrzyjmy s swoje serca i umysły. Pragniemy uchodzić za obiektywnych, więc sami starajmy się być obiektywni. Nie budujmy naszej wątłej ludzkiej struktury z kryształu, czy innego szlachetnego kruszcu. Człowiek jest istotą podatną na podmuchy, tak wiatru, jak i okoliczności. Niekoniecznie muszą być zgodne z naszymi poglądami, ale możemy ulec pokusom, aby popłynąć z nurtem nietolerancji, fanatyzmu, czy wręcz wrogimi osądami wobec innych. Odnośnie getta piotrkowskiego, to mało jest ludzi w naszym społeczeństwie, którzy wiedzą, iż takowe w Piotrkowie istniało i, że jako jedno z pierwszych poddane zostało eksterminacji. Chwała autorowi artykułu, iż w ogóle poruszył ten bolesny, aczkolwiek drażliwy temat. W obecnej dobie tylko odważni stawiają czoła niewygodnym tematom. Bardzo często, choć mają szlachetne pobudki – obrywają rykoszetem. Prawda obroni się sama. Nie sposób zamieść jej pod dywan. Wcześniej czy później, robiąc generalne porządki, dywan ten musimy odchylić.
    Antysemityzm istniał od wieków. Żydzi byli i są prześladowani. Wymyślano różne sposoby, aby ich rozpoznać i oznakować. Dzisiaj tylko maleńkie grono pozytywnie i z sympatią myśli o Żydach. Niekiedy sami muszą się ze swoją empatią ukrywać, aby nie wzbudzić antypatii do samych siebie.
    Gdyby ktoś z nas publicznie oświadczył, że Jezus jest Żydem, a jego matka Maria, córką narodu izraelskiego – niewątpliwie spotka się z krytyką. W najlepszym i najłagodniejszym wypadku reakcją adwersarzy byłoby pukanie się w czoło. – Spróbujcie!!!

  6. Jeżeli jest to relacja trzech światków o egzekucji tego samego czasu i miejsca , to nie jest spójna a poprzez to wiarygodna. Skąd kobieta stojąc nad grobem tyłem do oprawcy z zawiązanymi oczami, mówiąca zakładam po Polsku” Na was przyjdzie taki koniec , jak dziś na nas ” wiedziała że oprawcami są Polacy, Skądinąd słowa te dzisiaj w odniesieniu do historii tamtych czasów stały się dość popularne. Druga rzecz to opis relacji Alojzego Kuzmierskiego i moje pytanie :Dlaczego kazali kłaść mu się z innymi Żydami i kto ostatecznie wydawał komendy dla plutonu egzekucyjnego. Trzecia rzecz , zastanawiające jest to że ci trzej świadkowie mają czysto brzmiące nazwiska ukraińskie a nie polskie .Niepodważalnym dowodem prawdy historycznej byłaby ekshumacja a nie zeznania świadków spisane przez esbeka ,ciekawym w jakim czasie .

  7. Prawda w oczy kole.Polacy ,fakt,że nieliczni byli szmalcownikami,mordercami,kanaliami.Popytajcie w rodzinie jakie tajemnice przodkowie zabrali do grobu.

    1. Zydzi tez byli szmalcownikami, kapusiami, mordercami i kanaliami. Bez ich pomocy holokaust nie moglby sie udac… A o tym mowic nie wolno… I jeszcze jedno: prosze z narodu polskiego ktory najwiecej wycierpial w czasie wojny nie robic narodu katow bo ten narod jest po sasiedzku za Odra…

  8. Morderstwo pozostaje morderstwem. Jednak co do wymuszonego uczestnictwa nalezy pamietac, ze przedwojenni pocjanci polscy byli zmuszeni, pod kara smierci wzgl. wiezienia/obozu, do bycia czlonkiem “granatowej policji”. Wykorzystywanie pol. policjantow do mordow bylo czescia ogolnego planu, a w stosunku do Zydow dodatkowo potwierdzonego przez Heydricha, by szczegolnie na Wschodzie wciagac ludnosc miejscowa w dzialania likwidacyjne. Rizmywac odpowiedzialnosc niemiecka, ale tez bydowac podzialy wewnatrz spolecznoscu. I udslo sie, skutki odbijaja sie na nas do dzisiaj. Mieszano tez role katow i ofiar w gettach, obozach. IPN nie dorosl do badania przedmiotu swoich dzialan, a obecne wladze uznaly, ze podworko jest brudne, wiec zrobily posrodku kupe i ja teraz rozdeptuja, co jest dalsza degradacja tego naszego “podworka”

  9. “nie można robić uogólnień w sądach historycznych przy pomocy polityki, jak chce to robić obecna władza i IPN.”
    Bo uogólnienia zarezerwowane są tylko dla redaktorów i pseudohistoryków typu Gross ?
    Tu mają państwo sytuację przeciwstawną
    https://niezwykle.com/tak-policja-zydowska-brala-udzial-w-egzekucji-polakow-tragiczne-wydarzenia-z-historii-niemieckiej-okupacji-krakowa/.
    Czy pan Łaski w tym wypadku w ogóle podjąłby temat i nadał mu tytuł “Egzekucja Polaków, wieszali Żydzi?”
    Chcemy tylko równouprawnienia.

    1. W badaniach historycznych nie można robić uogólnień. Nikt do tego nie może mieć prawa. Ten artykuł dotyczy konkretnego przypadku. Na szczęście władza poszła po rozum do głowy i zmieniła tę niedobrą ustawę o IPN. Może właśnie dzięki m.in. takim artykułom jak powyższy.
      Pisałem o “złych Żydach”, i pewnie napiszę nie raz, bo jak w każdym narodzie zdarzają się i ci źli.