Fot. Przemysław J. Łaski

Egzekucja Polaków na piotrkowskich Budkach. Nieznane fakty!

Views: 1761

Kilka dni temu minęła 74. rocznica zbrodni jakiej dokonali niemieccy naziści na Polakach na piotrkowskich tzw. Budkach. Próżno dziś szukać o tej zbrodni bliższych informacji w lokalnych mediach, a jak już coś znajdziemy, to tylko krótką ogólną informację – tak jak kilka dni temu na portalu ePiotrkow.pl liczącą maksymalnie kilka zdań. Warto jednak poświecić tej tragicznej historii więcej miejsca.

W lutym 1944 roku w Piotrkowie w pobliżu torów kolejowych zabity został żandarm niemiecki. Kilka dni później w odwecie Niemcy zabili dwudziestu lub dwudziestu dwóch (jak ustalono podczas późniejszej ekshumacji) zakładników z piotrkowskiego więzienia. Dokonali tego w sposób symboliczny – w pobliżu miejsca gdzie zginął niemiecki żandarm – na tzw. Budkach, przy nasypie kolejowym położonym w pobliżu dawnego cyklodromu. Oprócz Niemców, w dokonanej 12 lutego 1944 roku egzekucji brali udział (pomocniczo) granatowi policjanci z posterunku w Piotrkowie. Dzięki m.in. ich powojennym zeznaniom możemy poznać przebieg tych tragicznych kilku godzin.

O tym, że pretekstem do egzekucji Polaków miała być zemsta, wiedzieli sami granatowi policjanci. W powojennych zeznaniach Jerzego Kolasińskiego czytamy, że (…) kilka dni przedtem, czasu bliżej nie pamiętam, został zabity żandarm nazwiskiem Muschalik, a żandarmi jak Kramentz – imienia nie znam i Leiman – imienia nie znam, mówili, iż na tym miejscu rozstrzelają Polaków.

Inny piotrkowski granatowy policjant – Władysław Jankowski, opowiedział w zeznaniach dość szczegółowo przebieg tych kilku tragicznych godzin:

W dniu egzekucji służbę komisariatu miał tylko nasz III pluton policji granatowej, natomiast pozostałe dwa plutony tj. I i II były w rezerwie. Ze względu na to że miała to być egzekucja masowa pozostałe dwa plutony policji ściągnięto z rezerwy (…). W tej egzekucji brało udział około 60-ciu policjantów i 30-tu żandarmów, tj. cały komisariat prócz dyżurnych.

(…) Po sprawdzeniu obecności każdy komendant plutonu poprowadził nas do więzienia. Z więzienia zabraliśmy ludzi przeznaczonych na stracenie, którzy już przez strażników byli przygotowani i powiązani sznurami jeden do drugiego. W ten sposób powiązanych prowadziliśmy przez całe miasto na plac „Budki”. Konwój odbywał się w ten sposób, że ludzie przeznaczeni na śmierć szli środkiem ulicy, a my policjanci ubezpieczaliśmy wszystkie boki, by w razie wypadku uniemożliwić ucieczkę któremuś ze skazanych. Żandarmi ubezpieczali przód i tył całej kolumny. Całość kolumny prowadził komendant komisariatu kpt. Antczak (Jan – przyp. red.).

Będąc już na miejscu my policjanci z wszystkich trzech plutonów użyci byliśmy do obstawy i ubezpieczenia tego terenu na którym miała się odbyć egzekucja. W obstawie stanowiliśmy zamknięty pierścień miejsca egzekucji mniej więcej w promieniu 200 metrów. Samą egzekucję przeprowadzili żandarmi. Ja na tej obstawie stałem 10 metrów od miejsca egzekucji od strony cmentarza. Obok mnie po prawej stronie w odległości około 4 kroki stał policjant Gąsiorek, a po prawej w tej samej odległości – Samarzewski. Naszym głównym zadaniem jako policjantów było pilnować i w żadnym wypadku nie dopuścić, aby któryś ze skazanych uciekł poza obręb naszego pierścienia. Poza tym mieliśmy za zadanie nikogo do środka nie wpuszczać. Egzekucja ta trwała około dwóch godzin. Ludzi skazanych na śmierć ustawiono nad skarpą. Żandarmi pozawiązywali ich oczy szmatami, a następnie podzielili się na trzy grupy. Jedna grupa to pluton egzekucyjny, w sile około 10 z automatami MPi , a druga i trzecia grupa tworzyła jeszcze jedno ubezpieczenie lewej i prawej strony „pola śmierci”.

(…) Jak wynikało z zachowania się tych ludzi skazanych na śmierć, byli oni wielkimi patriotami Polski. Krótko przed śmiercią dali dowód, że umierają z miłości do swojej ojczyzny i że nienawidzą okupanta hitlerowskiego. Dowodem tego jest fakt, co sam osobiście słyszałem, że niektórzy spośród tych osób skazanych krzyczeli te słowa: „Niech żyje Polska! Precz z okupantem!” oraz wiele innych było jeszcze okrzyków patriotycznych odnoszących się do Polski i obelżywych pod adresem hitlerowców, których częściowo nie dosłyszałem, a częściowo zapomniałem. Fakt jest, że jak zaczęli ludzie krzyczeć, to wśród żandarmerii zrobiło się wielkie zamieszanie i by zagłuszyć ten patriotyzm jaki w ostatniej chwili okazywali skazani i tym samym przyspieszyć egzekucję. Jak mnie jest wiadomo to Niemcy nie chcieli dopuścić do wystąpień antyhitlerowskich, gdyż była to egzekucja pokazowa mająca na celu zastraszyć społeczeństwo polskie tamtych okolic i przyporządkować władzom hitlerowskim, a tym samym zahamować poryw zrywającego się ludu do wali o wolność.

(…) Cały pluton strzelał na komendę oficera żandarmerii w całą gromadę ludzi. Kiedy wszyscy się poprzewracali, chodzili miedzy ludźmi i dobijali. Kiedy upewnili się że wszystkich zamordowali trupów tych załadowano na samochody i wywieziono ich w nieznanym mi miejscu. Kto tych ludzi ładował na samochód już nie pamiętam. Wiemy, że myśmy stali do końca. Po odejściu samochodu nasza obstawa wtedy dopiero ściągnięto i odmaszerowaliśmy do komisariatu. Jak się później dosiedziałem to w tej egzekucji zginęło dwóch przedwojennych emerytowanych policjantów jak Jarnecki – imienia nie pamiętam i Kowalski Jan. Prawdopodobnie mieli należeć do podziemnej organizacji i walczyć o wyzwolenie. Pozostałych pomordowanych nie znałem i nie wiem jaki był przeciwko nim zarzut. Kowalski Jan był moim bliskim sąsiadem. Mieszkaliśmy w jednym bloku. Jak się okazało, prowadziłem go na śmierć i tego nie wiedziałem. Nie zauważyłem go w szeregu.

Do ładowania zwłok do samochodów także użyto granatowych policjantów. Mówił o tym w zeznaniach Jerzy Kolasiński:

Grupa policjantów, którą zostawił sobie do swej dyspozycji Muschala (szef piotrkowskiego Schuppo – przyp. red.) wraz z nim była obecna na miejscu egzekucji. Ponadto jeden z kolegów mych, który był w „deka-de” mówił mi, iż ładował na samochody ciała pomordowanych, przy czym jak się wyraził, pobrudził się krwią. Kolega ten nazywa się Korbał Andrzej (…).

Jak ustalono, zwłoki zabitych wywieziono do pobliskiego lasu w pobliżu Rakowa, gdzie je zakopano w kilku dołach. Bezpośrednimi świadkami egzekucji mieli być także mieszkańcy kamienicy przy ulicy 1 Maja nr 17. Wśród nich był Edward Paczkiewicz. Opis egzekucji przedstawiony w jego zeznaniach, w kilku szczegółach różni się od zeznań Władysława Jankowskiego, np. co do transportu ofiar na miejsce egzekucji. Podaje on że:

Dnia 12 lutego 1944 roku w godzinach popołudniowych umundurowani Niemcy samochodem ciężarowym przywieźli 20 osób mężczyzn na tzw. „cyklodron” przy ulicy Budki. Obstawili cały okoliczny teren aby nikt się nie zbliżał i przywiezionych mężczyzn przywiązali do deski przybitej między dwoma drzewami, a następnie pojedynczo rozstrzeliwali przywiezionych. Po rozstrzelaniu wszystkich zwłoki rozstrzelanych zostały wywiezione do lasu w Rakowie i tam pochowane. Rozstrzeliwania dokonywali Niemcy w mundurach zdaje się żandarmów. Ja mieszkałem w pobliżu miejsca egzekucji i przebieg jej obserwowałem oknem. Rozstrzeliwani mieli zawiązane usta czy też oczy, bo mieli jakieś opaski na głowie. Później dowiedziałem się z wersji, że rozstrzelanie 20 osób przy Budkach nastąpiło w odwecie za zabicie jakiegoś żandarma w pobliżu miejsca rozstrzeliwania. Osób rozstrzeliwanych nie znałem.

Blisko trzy miesiące po wyzwoleniu Piotrkowa – 14 kwietnia 1945 roku, w lesie pod Rakowem, dokonano ekshumacji osób straconych na Budkach. W ekshumacji brały udział rodziny rozstrzelanych. Ciała, leżące już ponad rok w ziemi, były w stanie głębokiego rozkładu. Nie wszystkich rozpoznano. Wśród rozpoznanych byli dwaj przedwojenni piotrkowscy policjanci Jan Jarnecki i Marian Kowalski, o których mówił (zmieniając drugiemu imię) przesłuchiwany Władysław Jankowski. Wśród pozostałych rozpoznanych byli: Feliks Ambrozik (Ambrożek) i Czesław Ambrozik (Ambrożek) – obaj z Biskupiej Woli, Zygmunt Burda z Kalskiej Woli, Józef Lalek z Piotrkowa, Edward (Józef) Grabiński z Piotrkowa, Stanisław Lipiński i jego syn, również Stanisław – obaj z Bab, Stanisław Nowak z Piotrkowa – sierżant 25 Pułku Piechoty Wojska Polskiego, Stanisław Lenarczyk z Rzeczkowa, Józef Koper z Biskupiej Woli, Jan Fortak z Biskupiej Woli, Jan Durys z Rzeczkowa, Stanisław Kopacki z Piotrkowa, Wacław Dembowski z Rzeczkowa i Jan Lenarczyk z Rzeczkowa. Szczątek pięciu osób wówczas nie rozpoznano. Później zidentyfikowano jeszcze trzy osoby. Byli to: Maksymilian Dąbrowski z Piotrkowa, Stefan Kopacki z Piotrkowa, Stanisław Szmelcuch z Parzniewic. Zwłoki pochodzących z Piotrkowa pochowano w osobnych trumnach na nowym wydzielonym cmentarzu rzymskokatolickim w Piotrkowie. Część osób pochowano także na cmentarzu gminnym w Bogusławicach.

Egzekucja dokonana na Budkach nie była niestety najbardziej krwawą masową egzekucją na Polakach, nawet biorąc pod uwagę tylko rok 1944. Po niej nastąpił szereg kolejnych masowych egzekucji dokonywanych w pobliskich lasach, a liczba zabijanych jednorazowo dochodziła do połowy setki. Zbrodnia dokonana na Budkach była masową, stricte pokazową egzekucją, symboliczną, zorganizowaną niejako w centrum miasta, co miało rzucić strach na jego mieszkańców niecały rok przed wyzwoleniem Piotrkowa przez Armię Czerwoną.

Zaraz po wojnie w miejscu egzekucji postawiono drewnianą kapliczkę. Potem powstał murowany pomnik, który odsłonięto prawdopodobnie 7 listopada 1965 roku. Jego fundatorami mieli być byli pracownicy pobliskich hut, Hortensji i Kary. Pomnik ten w latach 90-tych XX wieku został odnowiony, a kilka lat temu powstał przy nim… plac zabaw. Jak widać na zdjęciach, jest na nim dużo miejsca, by umieścić tablicę z nazwiskami ofiar, podobnie jak to uczyniono na pomniku w Pieńkach Karlińskich.

Podstawa źródłowa: „Akta śledcze” nr 116/WŁ/53 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, IPN w Łodzi, sygn. 5577/VII (IPN Ld Pt1/358, t. 1-4).

Komentarzy: 2

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Mojego dziadka wraz z innymi mężczyznami Niemcy wywieźli do Rakowa aby kopali i zasypywali doły z zamordowanymi, dziadkowi wraz z jakimś kolega, udało się uciec z Rakowa, w czasie ucieczki został lekko postrzelony w stopę, na jego szczęście nie wiedzieli kim jest bo nie zabrali im dokumentów, w ten sposób się uratował.

  2. To nie są tak zwane Budki – to są Budki 🙂 chyba Pan nie jest z Piotrkowa bo gdyby Pan był to by Pan to wiedział 🙂