Bohaterski proboszcz z Moszczenicy

Views: 325

W dawnych czasach, gdy po zmroku tu i ówdzie czaiły się czarne charaktery, nawet probostwa nie były bezpieczne.

Nocą z 24 na 25 września 1937 roku dozorca probostwa Parafii Rzymskokatolickiej w Moszczenicy Piotr Krawczyk, usłyszał podejrzane szmery. Wyszedłszy na podwórze natknął się na tajemniczego osobnika. Na pytanie, co robi o tak późnej porze, nieznajomy odpowiedział, że jest lekarzem i musi zobaczyć się z księdzem. Ten argument widocznie nie przemówił do dozorcy, bo nieznajomy wydobył zza pazuchy rewolwer, który przyłożył Krawczykowi do skroni, grożąc śmiercią.

W międzyczasie zjawiło się dwóch innych nieznanych osobników, z których jeden uderzył silnie Krawczyka tak, że ten padł na ziemię. Napastnicy następnie związali bezbronnego już dozorcę i zanieśli na pobliski cmentarz, przywiązując go tam do drzewa i kneblując chusteczką usta.

Gdy bandyci pozbyli się dozorcy, ich celem stało się teraz mieszkanie proboszcza moszczenickiej parafii – ks. Jerzego Kiełduszyca. Wybijając szyby w oknie i drzwiach wtargnęli do jego mieszkania. Zbudzona ze snu dźwiękiem tłuczonego szkła gospodyni wszczęła alarm. Usłyszał to śpiący w sąsiednim pokoju proboszcz. Miał broń. Wybiegł i strzelił dwa razy w kierunku napastników. Nikogo nie ranił, lecz to wystarczyło, bo widocznie zaskoczeni reakcją księdza bandyci zbiegli.

Policyjne dochodzenie dość szybko wykazało, że napadu dokonali mieszkańcy gminy Bogusławice: dobrze znany policji 25-letni Józef Kawnik – karany podobno trzynaście razy, Stanisław Jaros i Józef Szych. Zarządzone poszukiwanie przyniosło efekt już po trzech dniach. Okazało się, że bandyci ukrywają się w pobliskiej wiosce Pomyków. W czasie policyjnej obławy Kawnik został zabity, a Jaros i Szych ujęci i osadzeni w piotrkowskim areszcie.

Usłyszeli wyrok dopiero po czterech miesiącach, 16 lutego 1938 roku. Sąd Okręgowy w Piotrkowie skazał obu na siedem lat więzienia oraz pozbawienie praw publicznych w okresie dziesięciu lat.

Mający podobno litewskie korzenie bohaterski proboszcz ks. Jerzy Kiełduszyc, pozostał w Moszczenicy aż do zakończenia II wojny światowej, czyli na czasy, gdy bohaterstwo i odwaga bardzo się przydawały.

Komentarzy: 2

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Zanieśli dozorcę na cmentarz? To trochę mało wiarygodne. Trzeba było naginać z gościem prawie kilometr!To w pobliżu kościoła drzew nie był?o))