koronawirusPiotrków TrybunalskiWażne wiadomościWydarzenia

Bohaterowie z DPSu ”na Żwirkach”

Tak złej sytuacji jaka aktualnie panuje w Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Żwirki w Piotrkowie, nie było chyba od początku pandemii. W ostatnich dniach aż 4 osoby zmarły zakażone SARS-CoV-2. Według danych magistratu, u 35 podopiecznych i 10 pracowników wykryto koronawirusa. Decyzją władz miasta placówka została zamknięta do odwołania. DPS szuka wolontariuszy do pomocy. Zgłosiło się kilka osób związanych z Harcem. Zgłosili się także pracownicy, którzy zgodzili się pozostawić swoje rodziny, i na 10 dni przenieść się do DPSu. Dziś rozmawiamy z jedną z takich osób – mamą 1,5 rocznego Nikosia.

Anna, to mama 1,5 rocznego Nikodema. Pracuje w DPS od kilku lat. Odpowiedziała na apel dyrektorki poszukującej pracowników którzy zgodziliby się skoszarować w ośrodku na 10 dni. – Nie mogłam postąpić inaczej. “Swoich podopiecznych” traktuję jak przyjaciół, a przyjaciół nie zostawia się w potrzebie – mówi nasza rozmówczyni.

Jak to się stało, że związałaś się z Domem Pomocy Społecznej?

Moja przygoda z DPSem zaczęła się ponad 3 lata temu. Zostałam skierowana przez urząd pracy do odbycia stażu. Bardzo mi się ta praca spodobała i zostałam. Po 3 latach zaszłam w ciążę. Do czasu urodzenia dziecka oraz podczas urlopu macierzyńskiego, byłam w domu. Później wróciłam do pracy.

Kiedy dyrektorka zapytała kto może zostać w pracy przez kilka dni – Ty bez wahania zgodziłaś się – dlaczego?

Mój zawód to moje powołanie. Wydaje mi się, że się tu sprawdzam. Bardzo się staram wykonując wszystkie powierzone mi obowiązki jak najlepiej. Wszystkich mieszkańców traktuję jak swoich bliskich i przyjaciół. Nie wyobrażam sobie, by nie pomóc im w takiej sytuacji. To są osoby starsze, często cierpiące i samotne które potrzebują pomocy w każdym aspekcie życia. Serce podpowiada mi, że wykonując taki zawód, należy stanąć na wysokości zadania i pomagać.

Według ostatnich danych, 45 osób (pensjonariuszy i pracowników) jest zakażonych koronawirusem, nie bałaś się, że możesz być następna?

Obawiałem się, obawiam i obawiać będę, ponieważ moim zdaniem głupi tylko się nie boi. Jesteśmy jednak na tyle zabezpieczeni, że przy zachowaniu ostrożności ryzyko zakażenia jest minimalne. Oprócz środków dezynfekujących mamy maski, gogle, przyłbice, okulary czy specjalistyczne kombinezony. Wchodząc do tak zwanej „strefy brudnej” w której przebywają nasi zakażeni pensjonariusze, mamy 99,9% pewności że jesteśmy bezpieczni.

Za bramą DPSu zostawiłaś dwie najważniejsze dla Ciebie osoby – męża i syna. Jak znosisz rozłąkę z nimi?

Rozłąka jest najgorsza. Prawdę mówiąc, mam rozdarte serce pomiędzy moją rodzinę a pensjonariuszy. Moje maleństwo jest w domu w którym chwilowo nie ma mamy, ale za to są dwie babcie, dziadek, ciocia i jest tata. Pierwsze 4 doby były trudne, ale chłopcy dali sobie jakoś beze mnie radę. Dziś mąż dzwonił, i opowiadał jak nasz syn w nocy krzyczał za mną… Ja tak sobie wewnętrznie powtarzam, że my tę tęsknotę jakoś przeżyjemy, ale kiedy patrzę na cierpienie starszych ludzi którzy często nie mają nikogo, cieszę się, że podjęłam taką decyzję i jestem tutaj. Chyba nie umiałabym ich tutaj wszystkich zostawić… To dla mnie ciężki czas, ale wiem, że tutaj jestem bardzo potrzebna, a mój syn jest bezpieczny pod opieką rodziny i wiem, że żadna krzywda mu się nie stanie. Prawdę mówiąc, to był główny warunek kiedy rozważałam wejście do Domu na tyle dni. Jeśli nie miałabym wsparcia rodziny – za co im serdecznie dziękuję – to prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na to poświęcenie.

Jak pomysł o skoszarowaniu się w DPS przyjął Twój mąż? Co na to rodzice?

Moja rodzina bardzo się o mnie martwi. Wiadomo, że to jest wirus który może zaatakować każdą osobę. Na początku próbowali mnie chyba do tego trochę zniechęcić. Mąż był sceptycznie nastawiony, ponieważ nigdy tak długo nie musiał sam opiekować się naszym synem. Rodzice z kolei przypominali, że mam małe dziecko. Ja jednak stanęłam przy swoim, więc oni odpuścili, bo wiedzą jak ważni są dla mnie pensjonariusze DPSu, gdyż dla mnie to nie tylko praca ale i powołanie. Postanowili pomóc przy synku. Odbieram to jako taki „wielki test” dla naszej rodziny…

Kto oprócz Ciebie jest w ośrodku przez cały czas?

Około 10 pracowników plus 2 pielęgniarki które przychodzą do nas każdego dnia. Są opiekunki, pokojowe, a i co ważne – jest jeden rodzynek – pan Piotr, nasz jedyny pokojowy, on także zostawia serce w tej pracy. Nie możemy zapomnieć o pracownikach biurowych i paniach z pralni i kuchni – bo bez nich nasz Dom by nie działał.

A jest coś, co Ci przeszkadza?

Ostatnio na jednym z piotrkowskich portali wyczytałam stek obelg na nasz temat. Pisał to prawdopodobnie ktoś, komu w ostatnim czasie zmarł jeden z naszych podopiecznych. Zagotowało się we mnie po przeczytaniu tego wpisu. Pomyślałam, że ludzie powinni się zastanowić zanim zaczną nas krytykować. Bo nikt nie zrozumie naszej ciężkiej pracy nie będąc tu, i nie widząc tego co my. Może niech kilku hejterów popracuje cały dzień w fartuchach, maseczkach, kombinezonach, rękawiczkach i goglach. A kiedy zdejmujesz kombinezon to czasem musisz go od siebie odkleić, a skóra bywa tak pomarszczona jakby kilka godzin trzymana była w misce z wodą. Niech sami popracują na naszych stanowiskach i dopiero nas oceniają. Ale najwięcej frajdy dają nasi kochani mieszkańcy. Oni bardzo mnie wspierali. Pytali się czy się wyspałam a wręcz wieczorami wyganiali mnie spać. Przedkładali swoje dobro nad moje, co mnie ogromnie wzruszyło…

Jakieś życzenia na koniec?

Najbardziej mi się marzy żeby było już normalnie. Żebyśmy przychodzili do pracy i cieszyli się nią tak jak wcześniej i żeby mieszkańcy mieli możliwość widzenia się z rodziną. Ponieważ nie wiem jak byśmy byli dla nich pomocni, nie zastąpimy Im rodzin. No i oczywiście, życzę wszystkim dużo zdrowia!


Od autora:
Nasza rozmówczyni miała spędzić w zamknięciu 10 dni. De facto, spędziła 6, bowiem dwie kolejne opiekunki zgodziły się zająć jej miejsce, by Ania mogła wrócić do swojego synka.

4.2 13 votes
Oceń temat artykułu
reklama
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marysia
Marysia
10 listopada, 2020 12:06

Brawo brawo dla takich osób jak Ania!!!
Szkoda, że mało kto miał odwagę przyjść tam z pomocą!

Grzegorz
Grzegorz
10 listopada, 2020 20:11

Dla pieniędzy ludzie zrobią wszystko nawet narażą własną rodzinę w tym małe dziecko

Papryka
Papryka
Reply to  Grzegorz
11 listopada, 2020 20:51

Pewnie zarobi fortunę 🤣zastanów się!

Dorota
Dorota
11 listopada, 2020 21:00

Praca nie powinna być stawiana ponad bezpieczeństwo własnej rodziny

Powiązane artykuły

Back to top button
4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x

Ej! Odblokuj nas :)

Wykryliśmy, że używasz wtyczki typu AdBlock i blokujesz nasze reklamy. Prosimy, odblokuj nas!