Przechodnie i kierowcy poruszający się w okolicach przejazdu kolejowego w Piotrkowie Trybunalskim obserwują, jak kawałek po kawałku znika kawał piotrkowskiej historii. Znika bowiem jeden z symboli lokalnego przemysłu. Ciężki sprzęt i ekipy budowlane rozpoczęły rozbiórkę zabytkowego budynku dawnego młyna. Prace postępują w błyskawicznym tempie – robotnicy zdołali już wyburzyć znaczną część wnętrza konstrukcji. Dzisiaj ciężki sprzęt operuje bezpośrednio od strony ulicy Słowackiego, tuż przy torach kolejowych. Ze względów bezpieczeństwa całkowicie zamknięto przylegający do obiektu chodnik, a piesi zmuszeni są do korzystania z przejścia po przeciwnej stronie jezdni.
Jaki los ostatecznie czeka ten historyczny obiekt i czy z dziewiętnastowiecznej budowli ocaleje choćby fragment? Na to pytanie na razie nie ma odpowiedzi, ponieważ inwestor i wykonawca unikają kontaktu z mediami. Mimo wielokrotnych prób, nie udało nam się uzyskać komentarza od firmy odpowiedzialnej za prace wyburzeniowe. Choć dzisiaj rano nawiązaliśmy krótkie połączenie z jej przedstawicielem, mężczyzna poprosił o ponowny kontakt za 20 minut, po czym konsekwentnie przestał odbierać telefon. W oczekiwaniu na jakiekolwiek oficjalne stanowisko, warto przypomnieć, jak niezwykłą i przełomową historię ma budynek, którego mury właśnie obracają się w gruz.
Historię obiektu przypomina Agnieszka Szóstek.
Pionier piotrkowskiego przemysłu: parowy młyn braci Pniower
U zbiegu historii i nowoczesności XIX-wiecznego Piotrkowa stoi obiekt przy ulicy Słowackiego 36. To właśnie tam narodziła się lokalna rewolucja przemysłowa. Wszystko zaczęło się od wizji dwóch żydowskich przedsiębiorców – braci Pniower – którzy w połowie XIX stulecia postanowili otworzyć w mieście pierwszy w pełni zmechanizowany zakład produkcyjny. Prace budowlane ruszyły w 1860 roku i trwały zaledwie kilkanaście miesięcy. Rozmach inwestycji zrobił ogromne wrażenie na ówczesnych władzach. Kacper Lechowski, sprawujący wtedy urząd prezydenta miasta, nie szczędził pochwał na łamach oficjalnego periodyku „Pamiatnaja kniżka petrkowskiej guberni”. Zapowiadał wprost, że ta nowoczesna, czterokondygnacyjna konstrukcja stanie się architektoniczną wizytówką Piotrkowa.
Kluczem do sukcesu okazało się genialne usytuowanie fabryki. Bliskość stacji kolejowej i torów legendarnej Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej była decyzją stricte biznesową. Zapewniła ona zakładowi błyskawiczne dostawy ziarna oraz otworzyła drzwi do rynków zbytu w najodleglejszych zakątkach regionu i kraju. Przedsiębiorstwo rozwijało się lawinowo – pod koniec lat 60. XIX wieku załoga liczyła już 29 osób. W tamtych realiach gospodarczych dawało to młynowi status największego pracodawcy w całym Piotrkowie.
Przez dekady i zawirowania historii
Na przestrzeni ponad 160 lat funkcjonowania, obiekt wielokrotnie zmieniał swoich dysponentów, odzwierciedlając burzliwe losy polskiej gospodarki. Pod koniec XIX wieku (w latach 1881–1909) zakładem kierował Karol Krins, który w 1887 roku zmodernizował i znacznie przekształcił całą infrastrukturę. Tuż przed wybuchem I wojny światowej, w 1912 roku, nieruchomość przeszła w ręce Włościańskiej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej, a w czasach II Rzeczypospolitej zarządzały nią kolejne zrzeszenia kapitałowe.
Prawdziwy zwrot przyniósł okres powojenny. W nowej rzeczywistości politycznej majątek przeszedł na własność państwa, trafiając pod skrzydła Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Kolejny rozdział nastąpił w latach 50., gdy budynek został przejęty przez łódzkie Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Zakładów Zbożowych, stając się oficjalnie piotrkowskim „zakładem numer 2”. Prywatyzacja i powrót do korzeni komercyjnych nastąpiły dopiero w 1997 roku, kiedy to młyn ponownie trafił w ręce prywatnej spółki, zamykając tym samym pewien historyczny cykl.





















Polecamy