KulturaPiotrków TrybunalskiWażne wiadomościWydarzenia

„Psy”, czyli Pasikowski i Linda po piotrkowsku

Na utworzonej w ubiegłym roku przez Filmotekę Narodową Liście Polskiego Dziedzictwa Filmowego znalazło się aż sześć filmów, do których zdjęcia zrealizowano w piotrkowskich plenerach. Biorąc pod uwagę fakt, że lista liczy 80 tytułów, to całkiem niezły wynik. Wśród wspomnianych filmów znalazły się takie tytuły jak: „Ewa chce spać”, „Jak daleko stąd, jak blisko”, „Potop”, „Vabank”, „Akademia Pana Kleksa” i „Psy”. I właśnie ostatnią z wymienionych produkcji dziś przypominamy, właśnie z uwagi na jej piotrkowskie kadry…

Transformacja systemu polityczno-gospodarczego w Polsce po 1989 roku nie oznaczała zakończenia filmowej kariery Piotrkowa Trybunalskiego. Co prawda w porównaniu z poprzednimi latami początek lat 90. odznaczył się w historii miasta spadkiem ilości realizowanych w jego plenerach produkcji filmowych, niemniej obrazy, które tutaj wtedy powstawały odbiły się głośnym echem w rodzimej kinematografii. Jednym z takich tytułów były słynne „Psy” Władysława Pasikowskiego, uznawane za pierwsze prawdziwie męskie kino w wydaniu polskim. To był ogromny komercyjny sukces i obyczajowa rewolucja.

Psy – plakat filmowy.

Franz Mauer i reszta

„Psy” Pasikowskiego to historia byłego esbeka, Franza Mauera, któremu w nowych realiach ustrojowych Polski i po przeniesieniu do policji kryminalnej przychodzi stawić czoło byłemu koledze ze służb, niejakiemu Olo. Ten okazuje się być nie tylko związany z mafią, ale również odbija Mauerowi dziewczynę. Piotrków był jednym z plenerów filmowych obok lokacji w Łodzi, Warszawie i wsi Tworzyjanki.

Linda i Bończak przed aresztem

W Piotrkowie Władysław Pasikowski nakręcił scenę wyjścia z aresztu „Chemika”, w tej roli Jerzy Bończak, a w roli aresztu wystąpiły XVII-wieczne zabudowania klasztoru pijarów, czyli dawna siedziba piotrkowskiego Aresztu Śledczego przy ulicy Wojska Polskiego 24. Kadry te pojawiają się na ekranie w 91 minucie filmu. Na ekranie przed więzienną bramę zajeżdża stary wartburg o numerze rejestracyjnym WAW 2681. Kieruje nim Franz Mauerer, były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa i główny bohater fabuły. Z aresztu wychodzi Roman Bluszcz zwany „Chemikiem”, człowiek potrzebny Olo do produkcji amfetaminy. Radość „Chemika” z powrotu na wolność trwa jednak krótko. Maurer grożąc mężczyźnie bronią zmusza go do zajęcia miejsca w aucie, a następnie pospiesznie odjeżdża spod budynku. „To był dla mnie bardzo ciężki okres zawodowy, bo pamiętam, że dokładnie w tym samym czasie kręciliśmy taki serial telewizyjny „Aby do świtu” i musiałem zjechać z planu stamtąd i przyjechać na plan, jak się okazuje do Piotrkowa, wówczas nie wiedziałem gdzie jadę. Nakręciłem bardzo szybko scenę, wsiadłem w samochód i wróciłem równie szybko do Warszawy na plan tego serialu. Dlatego umknęło mi, gdzie była kręcona ta scena – wspominał pracę na planie Jerzy Bończak. W kadrze obok charakterystycznej więziennej bramy i głównego budynku aresztu pojawia się również fragment zabudowań stojących naprzeciwko nich, kamienice przy ul. Wojska Polskiego nr 29/31 oraz 33. Na parterze tej ostatniej mieściła się w owym czasie poczekalnia dla odwiedzających osadzonych. Przez kilka sekund na ekranie pojawia się także ulica Rwańska. W piotrkowskich kadrach „Psów”obok Bogusława Lindy i Jerzego Bończaka zagrał również Maciej Kozłowski (1957-2010). Wcielił się on w postać niejakiego Barański, człowiek Siwego od „brudnej roboty”.

Władysław Pasikowski. Fot. Justus Nussbaum Wikimedia Commons

Kultowa scena

Nie tylko scenę sprzed aresztu zrealizował Pasikowski z ekipą „Psów”w Piotrkowie. To w oryginalnych wnętrzach dawnej siedziby piotrkowskiego więzienia została również nakręcona, finałowa scena filmu. Rozgrywa się ona dokładnie w 100 minucie obrazu. Osadzony w więzieniu Maurer na widzeniu z Angelą, swoją byłą dziewczyną, wypowiada do niej słynne słowa: „Nie chce mi się z tobą gadać”.

Kino Niemoralnego Niepokoju

Mocny, brutalny i mistrzowsko zrealizowany film sensacyjno-kryminalny oparty na polskich realiach przełomu lat 80. i 90. – tak pokrótce można scharakteryzować „Psy”Pasikowskiego. Gdy dołożyć do tego jeszcze dynamiczną akcję, precyzyjny scenariusz i świetną grę aktorską otrzymujemy jeden z największych polskich hitów filmowych. Co złożyło się na tak duży sukces tej produkcji? Z jednej strony są „Psy”filmem „(…) o świecie brutalnym, pełnym zła, w którym trzeba mieć wiele siły i sprytu, by nie dać się zniszczyć (…)”, a z drugiej jednak wyjaśniają dlaczego tak się dzieje. Pasikowski „(…) pokazuje Polskę w chwili przełomu, a każdy kraj w chwili przełomu staje się obszarem zachwianych wartości, gdzie prawda i fałsz mogą funkcjonować na równi.”. Trzeba jednak przyznać Pasikowskiemu, że „fotografując kryzys wartości, woła jednocześnie o ich czystość i prawdziwość. Jego esbek rozpoczyna wędrówkę w stronę, której istnienia nawet nie podejrzewał. Idzie ku jasności – wbrew wszystkiemu, co do tej pory było dla niego oczywiste. (…) Są więc też „Psy” filmem o oczyszczeniu, o pokucie, o dojrzewaniu do potrzeby uporządkowania – nie świata oczywiście – byłby to symptom choroby psychicznej – ale tego wycinka rzeczywistości, który zmienić można.”. I to właśnie owymi ocalonymi wartościami wyzierającymi z ekranu i spomiędzy kolejnych przekleństw reżyser utorował sobie drogę do serca ówczesnej młodej publiczności. Dzieło Pasikowskiego było, co trzeba uczciwie przyznać, rodzajem novum w świecie polskiego filmu. Do chwili jego premiery nad Wisłą nie istniał gatunek określany mianem kina policyjnego. Owszem „Przepraszam czy tu biją?”Marka Piwowskiego z 1976 roku zawierało pewne elementy wymagane przez konwencję, ale było ich zbyt mało by na takie miano owa produkcja mogła zasłużyć. Pasikowski nie bał się i nie wstydził „(…) obszernie czerpać z formuły amerykańskiego filmu policyjnego i gangsterskiego, cytując znaczących twórców markowych filmów akcji. Jego reżyseria jest ewidentnie amerykańska, a nawiązania do kina amerykańskiego pojawiają się nieomal w każdej scenie. Widzimy „amerykańskie” przestrzenie (luksusowe wnętrza, mokre od deszczu ulice, podziemne parkingi, opuszczoną fabrykę), brutalną przemoc, pokazywaną na zwolnionych zdjęciach, słyszymy wulgarny język (…) twardych mężczyzn. Film opiera się na akcji, a nie na dialogu, co odróżnia go od większości polskich produkcji.”.

Olaf Lubaszenko był pomysłodawcą historii Franza Maurera. Fot. Wikimedia Commons

Kręcąc „Psy”Pasikowski dokonał jeszcze jednej można rzec rewolucji w rodzimej kinematografii – „(…) w świecie Pasikowskiego nie ma już podziału na „my” i „oni”, zastępuje go podział na dobrych i złych. Ku zakłopotaniu części krytyków i twórców filmowych w Polsce natychmiast po wejściu na ekrany „Psy” stały się dla wielu młodych widzów filmem kultowym. Identyfikowali się oni z agentami niesławnej Służby Bezpieczeństwa, którym zawalił się świat, żyjącymi w świecie pozbawionym wartości moralnych, otoczonymi przez skorumpowanych polityków. Byli po stronie przegranego, samotnego twardziela, zdradzonego przez system, żonę, przyjaciela i dziewczynę.”. Dlaczego? Bo tak jak bohater filmu, który miał władzę i pieniądze (symbolizowane przez nowe BMW i luksusowy dom), został pozbawiony uprzywilejowanej pozycji, pracy i stracił swoich bliskich, tak i oni na skutek trwającej transformacji kraju utracili poczucie bezpieczeństwa i pewność jutra.

Co warto jeszcze podkreślić nikt przed Pasikowskim nie odważył się tak otwarcie pokazać, że polska rzeczywistość okresu przełomu potrafiła być pełna moralnego brudu i okrucieństwa, tak bardzo pozbawiona pozytywów i pełna cynizmu. Że wolność przyniosła nam także niestety głupotę niszczącą ideały. Po raz pierwszy też w rodzimym kinie mieliśmy do czynienia z dziełem, które w sposób tak obrazoburczy i prowokacyjny wyśmiewa wszystkie świętości, zarówno narodowe, jak i religijne. Na szczęście nie dla samej idei wyśmiewania. „Film Pasikowskiego był prawdopodobnie pierwszym dziełem artystycznym pokazującym koniec etosu „Solidarności”. W otwierającej scenie Franz stwierdza, że działacz wolnych związków zawodowych w milicji (którego zabił, przyp. aut.) był nie tylko niezrównoważony psychicznie, lecz w dodatku kierował się wyłącznie swoim własnym interesem.”. Śmiało można rzec, że w chwili premiery „Psów”narodziło się polskie „Kino Niemoralnego Niepokoju”.

Warto wspomnieć, że powodzenia i uznania w oczach publiczności dla dzieła Władysława Pasikowskiego należy upatrywać także w czasie, w którym trafiło ono na ekrany. Mianowicie prace na planie zakończono akurat wtedy, gdy w Polsce ujawniono sprawę teczek i zniszczenia części tajnych archiwów SB. Choć, jak zapewniał Pasikowski, jego zamiarem nie było robienie kina „aktualnego jak gazeta”, niemniej „Psy” stały się jednym z najbardziej gorących politycznie filmów w dziejach rodzimej kinematografii.

Jerzy Bończak w filmie Pasikowskiego zagrał Chemika. Fot. Fryta 73 Wikimedia Commons

Polski Tarantino

Po sukcesie „Krolla”i „Psów”Władysław Pasikowski(ur. 1959) stał się najsłynniejszym polskim reżyserem lat 90. Byli i tacy, którzy twierdzili, że w owej dekadzie w rodzimej kinematografii istniało tylko i wyłącznie jego nazwisko. Ten syn biletera kinowego z Łódzkiego Domu Kultury, absolwent słynnej Łódzkiej Filmówki, zakochany w filmach Kazana, Ritta, Bergmana, Boormana, pozostający pod wpływem dzieł Sama Peckinpaha i Martina Scorsese, praktycznie z miejsca został okrzyknięty polskim Tarantino. Głównie ze względu na dużą dawkę artystycznie eksponowanej przemocy oraz seksu i wulgarności. Zdarzało się też, że z tego powodu inni nazywali go prostakiem i chamem, kreującym świat pełen wypalonych pseudomacho i kobiet zasługujących tylko na miano szmat. Jednakże jedni i drudzy jednym głosem przyznawali, iż Pasikowski obok Juliusza Machulskiego i Macieja Ślesickiego, to zdecydowanie największe odkrycie w polskim kinie tamtych lat. Co ciekawe, sam reżyser, mimo iż ma na swoim koncie kilkanaście filmów sensacyjnych „Kroll”(1991), „Psy”(1992), „Psy 2. Ostatnia krew”(1994), „Demony wojny według Goi”(1998), „Operacja Samum”(1999), „Reich”(2001), „Pokłosie” (2012), „Jack Strong” (2013), „Pitbull. Ostatni pies” (2018), „Kurier” (2019), „Psy 3. W imię zasad” (2020) czy „Zamach na papieża” (2025) nie uważa się za twórcę kina akcji, lecz kina popularnego. Choć na ekranie kreuje twardy, surowy, męski świat, w życiu prywatnym jest, jak twierdzi Bogusław Linda, wrażliwy jak panienka. Pasikowski pytany w jednym z wywiadów o to, jak postrzega „Psy” po latach, „Psy”powiedział: „Psy” nie były filmem o szlachetnych ludziach, oni i cały ich świat, w szambie, a tymczasem szambo oczyszczono i nastała pora, żeby coś zrobić ze swoim życiem. Jeden wybrał dobrze, drugi źle, jak w życiu. Psy to film o tym, że odpowiadamy za swoje czyny, wcześniej lub później, ale zawsze.”.

Okładka do wydania DVD filmu Psy.

Linda pierwszy macho polskiego kina

„Psy”Pasikowskiego to wielki triumf Bogusława Lindy(ur. 1952), aktor wcielając się w rolę Franza (Franciszka) Maurera wykreował na ekranie postać prawdziwego macho, cynicznego twardziela z zasadami, co prawda funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa (z 18 pochwałami), ale jednak honorowego (mającego na koncie również 31 nagan). Po rolach w „Gorączce”(1980) i „Kobiecie samotnej”(1981) u Agnieszki Holland, w „Przypadku”(1981) Krzysztofa Kieślowskiego, „Matce królów”(1982) Janusza Zaorskiego, „Magnacie”(1986) Filipa Bajona czy „Zabij mnie glino”(1988) Jacka Bromskiego, postać esbeka wyrównującego brutalnie i krwawo rachunki z kolegami po fachu była szokiem i wielkim odkryciem, zarówno dla krytyków, jak i rodzimej publiczności. Do tego Linda potrafił wzniecać ogień zainteresowania swoją postacią – na konferencje prasowe filmu aktor nie tylko przychodził w skórzanej kurtce Franza i palił papierosy, ale na pytania o rolę mówił: „Skurwysyna gram”. Miano etatowego twardziela Pasikowskiego jakim ochrzcili Lindę dziennikarze sprawiło, że swego czasu stał się on najpopularniejszym i najlepiej zarabiającym polskim aktorem. Jego udział w filmie gwarantował milionową widownię. Niestety trzeba też przyznać, że Franc Maurer pozostawił jednak i piętno na wizerunku aktora. Po latach zarówno wśród fanów Bogusława Lindy, jak i rodzimej krytyki, zrodziło się pytanie na ile Franc Maurer pomógł, a na ile zaszkodził filmowej karierze aktora. Pewne jest to, że publiczność oglądając go w innym emploi, jako księdza Robaka w „Panu Tadeuszu”(1999) Andrzeja Wajdy czy Petroniusza w „Quo vadis”(2001) Jerzego Kawalerowicza, doszukiwa³a się podobieństw do bohatera „Psów”. Z kolei reżyserzy zatrudniając Lindę musieli brać pod uwagę ryzyko jakie niosło mierzenie się aktora z innymi gatunkami ekspresji niż te znane mu z produkcji Pasikowskiego. Aktor bowiem zagrał w ośmiu obrazach reżysera, obok filmu „Psy”i „Psy 2”, pojawił się również w „Krollu”(1991), „Słodko-gorzkim”(1995), „Demonach wojny”(1998), „Reichu”(2000), „Psy 3. W imię zasad” (2020) i w „Zamachu na papieża” (2025). Niemniej duże uznanie, zarówno publiczności, jak i krytyki, przyniosły mu tytułowe role w dramatach: „Tato”(1995) Macieja Ślesickiego i „Zabić Sekala”(1998) Vladimíra Micháleka i w „Powidokach” (2016) Andrzeja Wajdy.

Na terenie dawnego aresztu Pasikowski nakręcił m.in. finałową scenę Psów – spotkanie Angeli z Franzem. Fot. Jarek Krak

Psy wymyślił Olaf Lubaszenko

Choć „Psy”jednoznacznie kojarzone są z ich twórcą Władysławem Pasikowskim to jednak pomysłodawcą tej historii był Olaf Lubaszenko. To on wymy.li³ równie¿ nazwiska g³ównych bohaterów. „Chciał z Bogusławem Lindą zagrać policjantów (…). Gdy kręciliśmy końcówkę „Krolla” to Olaf zaproponował abym przyłączył się do tego projektu i jak to często bywa, nad czym ubolewam wbrew temu, co Olaf myśli, kontrolę nad projektem przejąłem ja, a Olaf w rezultacie zagrał rolę drugoplanową” – wspominał na stronach książki „Psy w kinie”Władysław Pasikowski. Słowa reżysera potwierdził sam aktor: „Rzeczywiście podczas realizacji „Krolla” rzuciłem taki pomysł, że Włodek następny film powinien zrobić o przyjaciołach, dwóch przyjaciołach policjantach, których drogi rozchodzą się przez kobietę. Nawet chyba wtedy wymyśliliśmy wspólnie imiona tych bohaterów, które są w filmie, więc satysfakcję z tego powodu mam.” Oparta na pomyśle Lubaszenki historia nosząca tytuł „Policjanci z Warszawy”nie znalazła jednak uznania w oczach przyszłego producenta filmu Juliusza Machulskiego. „Juliusz zażądał ode mnie czegoś aktualnego i osadzonego w rzeczywistości” – opisuje Pasikowski okoliczności powstawania filmowego scenariusza. „A ja akurat zastanawia³em się, co się dzieje z dokumentami policyjnymi w dobie przełomu ustrojowego. Potem rzeczywiście rozpętała się afera z „teczkami”. Scenariuszowi ciągle brakowało jednak wątku emocjonalnego, a tak się zdarzyło, że mój przyjaciel akurat przechodził tragiczne perypetie życiowe ze swoją ukochana modelką, która go najpierw zostawiła z innym (…), a potem wyjechała do Paryża. Po złożeniu dwóch historii miałem już wszystko. Tę trzecią wersję dostał do ręki Boguś Linda i wraz z nim w ciągu jednej niedzieli, napisaliśmy na nowo większość jego dialogów.”. Współtwórcą scenopisu do obrazu filmowego był Paweł Edelman.

Bogusław Linda (po lewej), czyli główny bohater filmu Psy. Fot. Agnieszka Szóstek

Skandal i kontrowersje

„Psy”były jednym z najbardziej skandalizujących obrazów polskiego kina początku lat 90. I bynajmniej nie miało to nic wspólnego z fabułą. Ówczesne kręgi opiniotwórcze zbulwersował nie tylko język, jakim posługiwali się główni bohaterowie. Najwięcej kontrowersji wzbudziła scena, w której pijani esbecy niosąc na ramionach nieprzytomnego kolegę, śpiewają solidarnościową piosenkę „Janek Wiśniewski padł”, znaną m.in. z „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, opowiadającą o masakrze robotników w grudniu 1970. Dla wielu zabrzmiało to zbyt bluźnierczo, czego dowodem była fala protestów wystosowanych przez uczestników krwawych wydarzeń na Wybrzeżu i byłych działaczy opozycji solidarnościowej. Z kolei rodzice zastrzelonego w Trójmieście Zbyszka Godlewskiego, który był inspiracją dla postaci Janka Wiśniewskiego z ballady, domagali się od reżysera by usunął tę scenę z filmu. Sam Pasikowski w jednym z wywiadów tak tłumaczył zaistniałą sytuację: „Nie kpię sobie z człowieka zabitego w walce na ulicy. Kpię sobie z tych, co go bez ustanku noszą od grudnia siedemdziesiątego roku na barkach, jak sztandar, choć znaczna część z nich nie wiedziała wtedy, gdzie leży Gdańsk. (…) Chcę powiedzieć, że nie było moim zamiarem odebranie choćby ułamka czci czy szacunku dla zmarłego. Jeśli tak się stało, to mimowolnie i za to przepraszam rodzinę i przyjaciół. Nikogo więcej, nikogo ze związku (…) nie mam za co.” W podobnym duchu 17 lat po premierze filmu wypowiedział się Bogus³aw Linda: „(…) piosenka „Janek Wiśniewski padł”, do tego pijany, niesiony na drzwiach były po to, żeby ludzie trochę odetchnęli, przestali myśleć martyrologicznie o Polsce. (…) Dobry film istnieje na wielu poziomach. Mądrzejszy widz odbierze go inaczej niż widz masowy. Po premierze były protesty przeciwko wykorzystywaniu pieśni „Solidarności”, wizerunkowi Księży czy „kurwom”. Ale my przełamaliśmy ekranowe tabu. Do tej pory w polskich filmach aktor mówił kurczę, a nie „kurwa”. Choć na co dzień wszyscy „kurwowali”, gdzie się dało. Nie chcieliśmy budować kolejnych, fałszywych postaci.”.

Rola Franza Maurera przyniosła Bogusławowi Lindzie tytuł największego twardziela polskiego kina. Fot. Agnieszka Szóstek

Pasikowskiemu oberwało się też od .środowisk kobiecych za to, że w tym swoim szalenie męskim, brutalnym kinie akcji sprowadził kobietę do roli zdecydowanie uprzedmiotowionej. Kobiety u Pasikowskiego (jak się później okazało nie tylko w „Psach”) są dziwkami z wyboru, losu i z przeznaczenia. Te filmowe postacie kobiet są zazwyczaj czystym schematem. „Reżyser wyjaśniał, że to żarty, rodzaj kamuflażu, który stosują twardzi goście, nie potrafiący się przyznać do tego, że wszystko, co robią, robią z powodu uczucia.”. Przy odrobinie dobrej woli można dostrzec, że Maurer, który brzydzi się kłamstwem i zdradą, dba o kobiety i po prostu szuka miłości.

Frekwencyjny rekord

„Psy”Władysława Pasikowskiego to jedyny polski film pierwszej połowy lat 90., który odniósł ogromny frekwencyjny sukces. W tamtym okresie rodzime produkcje nie cieszyły się zbytnią sympatią publiczności. Widownia, wolała amerykańskie kino, nawet to klasy B, niż dzieła polskich twórców. Inaczej było z dziełem Pasikowskiego. W okresie, kiedy polskie filmy gromadziły zaledwie 10-20 tysięcy widzów „Psy”przyciągnęły do kin ponad 400 tysięcy osób. Ten sukces przebił dopiero 5 lat później komediowy „Killer”Juliusza Machulskiego. Sam reżyser obrazu tak tłumaczył owe zainteresowanie filmem: „(…) Ludzie oglądają „Psy”, bo zdecydowanie ocala on coś takiego, jak wierność sobie, bezkompromisowość, może nawet nawrócenie. Nie unikniemy sytuacji społecznej kraju i w tym kontekście jest to film, który opowiada się za tym, aby, jeśli się było nie fair, to jest czas, aby z tym skończyć (…).”.

Za sprawą filmu Władysława Pasikowskiego Piotrków wpisał się w historię polskiego kina lat 90., a teraz jak się okazuje ma także swój udział w tworzeniu Narodowego Dziedzictwa Filmowego.

Tekst: Agnieszka Szóstek

Foto: Agnieszka Szóstek, Jarek Krak, Wikimedia Commons, Justus Nussbaum/wikimedia commons,

Materiały:

  1. Agnieszka Warchulińska „Piotrków Filmowy”, Piotrków Trybunalski 2011
  2. https://www.fina.gov.pl/lista-polskiego-dziedzictwa-filmowego/lista-filmow/ dostęp na 22.05.2026
  3. Wywiad autorki z Jerzym Bończakiem, Piotrków, luty 2011.
  4. W. Pasikowski „Psy w kinie, czyli jak się robi filmy”, Poznań 1995
  5. Rozmowa autorki z Olafem Lubaszenko, Piotrków, wrzesień 2010
  6. Rozmowa autorki z Bogusławem Lindą, Teofilów, wrzesień 2012
  7. „Kino” 1993
  8. „Film” 1993
  9. W. Filler „Nowy poczet aktorów polskich, od Lindy do Damięckiego”, Warszawa 2002
  10. „Gala” 2010
0 0 głosy
Oceń temat artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Polecamy

Back to top button

Ej! Odblokuj nas :)

Wykryliśmy, że używasz wtyczki typu AdBlock i blokujesz nasze reklamy. Prosimy, odblokuj nas!
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x