Historia regionuPiotrków TrybunalskiWydarzenia

Śmierć w mikołajki w piotrkowskim hotelu!

W międzywojennym Piotrkowie było kilka hoteli. „Angielski” nie należał może do największych, najdroższych czy do najbardziej renomowanych. Wprost przeciwnie, krążyły o nim złe opinie – np. że stał się miejscem miłosnych schadzek. Może dlatego też uważało się go za ten najbardziej tajemniczy.

W mikołajkowy wtorek 6 grudnia 1938 roku, około godziny dziesiątej wieczorem, do piotrkowskiego Hotelu Angielskiego, mieszczącego się na rogu ulic Piłsudskiego (dzisiejsza Wojska Polskiego) i P.O.W., wszedł przedstawiciel piotrkowskiej „złotej młodzieży” Walerian Pażuś – dwudziestosześcioletni dobrze zapowiadający się aspirant straży więziennej miejscowego więzienia. Nie był sam, u jego boku była dziewczyna – dziewiętnastoletnia piotrkowianka Henryka Melania Nowakowska. Oboje zajęli jeden z pokoi. Numerowy – jak dawniej zwano służących w hotelu – słyszał podobno zza drzwi ożywioną rozmowę czy nawet kłótnię, która z przerwami trwała do wpół do drugiej w nocy. Potem hotel zamarł. Odgłos czterech głośnych strzałów rewolwerowych, który rozniósł się po korytarzu, postawił na nogi służbę i gości hotelowych.

Gdy otwarto drzwi do pokoju, w którym słyszano strzały, oczom obecnych przedstawił się straszny widok. Na łóżku w kałuży krwi leżała konająca Nowakowska, obok niej z dymiącym jeszcze rewolwerem służbowym stał osłupiały Walerian Pażuś. Dziewczyna zmarła później w drodze do szpitala – jeden ze strzałów oddany z bliskiej odległości w serce okazał się śmiertelny.

Natychmiast zaalarmowano policję i prokuraturę. Dochodzenie prowadził prokurator II rewiru – Namysłowski, a sekcję zwłok ofiary miał przeprowadzić dr Broszkowski i dr Karbowiak. Pażusia osadzono w areszcie – naturalnie nie tym piotrkowskim, w którym na co dzień pracował, tylko w Częstochowie.

Morderstwo! – podchwyciły natychmiast miejscowe gazety. Pażuś wszem i wobec obwieszczony został mordercą, bo wieść o domniemanym zabójstwie na tle miłosnym szybko obiegła miasto.

Smutny był następny dzień, nie tylko dla najbliższych zmarłej, ale także dla matki Pażusia – wdowy, która pokładała w synu wielkie nadzieje. Co ciekawe, ojciec Waleriana – płk Wacław Pażuś, urodzony w 1881 roku w Sandomierzu, a zmarły na krótko przed hotelową tragedią, był postacią obecną na kartach historii państwa polskiego. W listopadzie 1918 roku mianowany został dowódcą Siedleckiego Okręgu Wojskowego, biorąc w pierwszych miesiącach czynny udział w pracach powstawania pułku. Na emeryturze osiadł zapewne w Piotrkowie, skąd w 1928 roku startował w wyborach do Sejmu z list nie cieszącej się dużym poparciem Monarchistycznej Organizacji Wszechstanowej.

Tymczasem głos w sprawie tragedii w hotelu zabrali przyjaciele Waleriana twierdząc, że Nowakowska popełniła samobójstwo. Sąsiedzi Nowakowskiej twierdzili natomiast, że była ona dziewczyną spokojną i zrównoważoną, choć przejawiała pewną skłonność do alkoholu, ale to ponoć z winy mężczyzn, z którymi ostatnimi czasy przebywała. Przesłuchiwany Pażuś nie przyznawał się do zabójstwa twierdząc, że Nowakowska popełniła z jego rewolweru samobójstwo. Zapowiedź Nowakowskiej, że „nie umrze śmiercią naturalną”, którą wypowiedziała podobno niedługo przed śmiercią w pewnym towarzystwie, wraz z zeznaniami Pażusia i jego kolegów mogła jednak wprowadzać pewną niepewność co do rozpowszechnionej wersji o zabójstwie.

Napompowana, jak bańka mydlana, wersja o morderstwie w hotelu pękła na wiosnę. W wyniku długotrwałego czteromiesięcznego śledztwa, w kwietniu 1939 roku sprawa przeciwko Walerianowi Pażusiowi z powodu braku dowodów winy została umorzona. Samobójstwo! – orzekli śledczy. Tego już jednak miejscowe gazety szeroko nie opisywały. Dziś, jakby chichotem historii, w tej narożnej kamienicy, w której mieścił się hotel i w którym postanowiła zakończyć swój żywot Nowakowska, mieści się zakład pogrzebowy, nazwany po łacinie „Ave” czyli „Bądź pozdrowiony!”…

Tagi

Powiązane artykuły

3 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close