Sen urody

Views: 661

Jak wiadomo, koniec roku to „czas braku czasu”, ciągłej gonitwy i nadmiernej eksploatacji. Dlatego też podczas grudniowych wizyt w gabinecie, moi klienci stawiają na procedury szybko i bezinwazyjnie rozświetlające, napinające i rewitalizujące twarz. Ale o tym za chwilę.

Zacznę od jednego z najważniejszych punktów terapii beauty – odpowiedniej ilości snu, gdyż bez niego najwymyślniejsze zabiegi kosmetologiczne na nic się nie zdadzą.

Otóż powszechnie znana prawda mówi, że należy chodzić wcześnie spać. Słyszymy to przez lata, ale nie bierzemy do siebie (bo przecież odsapnąć można dopiero wieczorem, to jak tu iść wcześnie spać…). Natomiast z punktu widzenia mojej profesji, kosmetologia oraz profilaktyka zdrowotna, to dziedziny interdyscyplinarne, łączące wiele kwestii. Toteż bardzo ważnym jest, by zrozumieć, że kondycja skóry, a szczególnie wygląd twarzy – nie tylko skóry twarzy, ale przede wszystkim jej „aura”, rysy, „ostrość”, blask, praca mięśni – to połączenie dwóch wiodących czynników: zdrowia, w szerokim tego słowa rozumieniu i stanu duchowego.

Pisząc o zdrowiu, mam na myśli regenerację, gdyż to właśnie w jej procesie odzyskujemy witalność. Oczywiście dotyczy to także skóry. Najbardziej regenerująca część snu to faza NREM, której jest najwięcej w pierwszej części nocy i która prowadzi do wzmożenia podziałów komórkowych. Do tkanek dopływa więcej krwi, co jest bardzo istotne w przypadku mięśniowego rusztowania twarzy.

Podczas głębokiego snu NREM, uwalniany jest hormon wzrostu odpowiedzialny nie tylko za wzrost, ale ogólnie za rozwój, na przykład mięśni. Dodam, że mięśnie nie rosną na siłowni, tylko w trakcie snu. Panowie zwykle o tym pamiętają, natomiast zdarza mi się obserwować, że panie nie do końca są tego świadome. Podczas rozmów „przy fotelu” dowiaduję się, że wcześnie wstają, idą do pracy, zajmują się domem, dziećmi, a prócz tego, idą jeszcze na siłownię, żeby wyeksploatować resztki swojej energii, w nadziei, że im się to przysłuży… To wszystko toczy się z pominięciem jednego bardzo ważnego faktu, o którym mało się mówi – że sport jest dla zdrowych i zregenerowanych. To, że lepiej się czujesz po siłowni, to nie dlatego, że sił ci przybyło, tylko dlatego, że organizm zrobił wyrzut własnych zasobów energetycznych, by poradzić sobie z ubytkiem (wyrzut hormonów i enzymów na skutek aktywności fizycznej, to już zupełnie inny temat). Co to oznacza? Że jeżeli nie jesteś zdrowa i nie jesteś zregenerowana, to jedziesz na swoich rezerwach witalnych. Mówiąc inaczej, zżerasz swój własny organizm i automatycznie – swoją młodość. Nie chodzi mi tutaj o to, by komukolwiek odbierać motywację do ćwiczeń, które dla niejednej osoby są wyrwaniem z kieratu i jedną z niewielu przyjemności, których w ciągu dnia zaznają, natomiast warto mieć tę kwestię na uwadze w momencie, kiedy wieczorem zamiast położyć się po prostu spać, snujesz się po domu w nadziei, że dostarczy ci to odpoczynku. Większość z nas i tak wie, że tego typu „odpoczynek” jest złudny, bo koniec końców wcale nie odpoczywamy.

Na piękny wygląd twarzy ma wpływ także twój stan psychiczny i emocjonalny, warto więc nadmienić, że podczas fazy REM przetwarzamy nowe i emocjonalne wydarzenia. Zapewne dlatego nie raz budzimy się rano, mając wrażenie, że nasze myśli są „nowe”, bardziej klarowne i często towarzyszy nam odczucie, że znamy odpowiedzi na kwestie, które jeszcze dzień wcześniej przysparzały nam zmartwień czy wątpliwości. Jest więc oczywistym, że jeżeli snu jest mało, to automatycznie znajduje to swoje odzwierciedlenie w kondycji psychicznej.

Mówiąc o warstwie zdrowia psychicznego, nie da się nie wspomnieć o stresie oraz o energii, w jakiej się żyje. Nie jest możliwe, by twarz jawiła się jako harmonijna, gdy tkwi się w toksycznym związku, ślęczy w pracy, której się nienawidzi lub gdy targają nami inne dylematy czekające na rozwiązanie. Wszystko to wpływa na pracę mięśni i hormonów, które na skutek stresu i cierpienia znacznie zmieniają rysy twarzy. Nie znam ciekawej pracy naukowej o wpływie molestowania psychicznego na twarz kobiety, natomiast konkluzje wynikłe z pewnego eksperymentu, nie pozostawiają wątpliwości. Kobiety dręczone psychicznie były rozpoznawane na zdjęciach przez grupę testową, jako kobiety o specyficznych rysach twarzy – ostrych i o mocno męskim charakterze (także u kobiet na pozór bardzo kobiecych).

W kwestii obrzęków twarzy i oczu, warto pamiętać, że podczas snu reguluje się poziom hormonów związanych z poczuciem sytości i głodu, spada poziom kortyzolu (hormonu stresu), który ma olbrzymi wpływ na energię naszej twarzy. Inne czynniki związane są typowo z defektami funkcjonowania organizmu.

Natomiast najgorszym z punktu widzenia opisywanych kwestii, jest pożytkowanie energii wieczorem na trawienie, zamiast ukierunkowywanie jej na procesy regeneracyjne. Według austriackiego naukowca, specjalisty od chorób przewlekłych – Petera Winklera, założyciela szkoły BnR, jednym ze znamiennych błędów jest spożywanie mięsa w godzinach wieczornych ze względu na bardzo długi czas trawienia. Bez względu na modę jedzenia białka zwierzęcego na noc, pomyśl – jeżeli mięso trawi się kilka godzin, to co będzie robiło twoje ciało, gdy zjesz mięso jako ostatni posiłek? I bynajmniej nie chodzi tutaj o to, że jak zjemy mięso wieczorem, to nie będziemy dobrze spali – czasami może być wręcz przeciwnie! Znasz to uczucie, gdy „nażresz” się tak, że aż spać ci się chce? No właśnie. Obudzimy się rano, myśląc, że spaliśmy bardzo dobrze, ponieważ padliśmy jak muchy wieczorem i spaliśmy jak zabici całą noc. Taka sytuacja ma miejsce nie dlatego, że organizm się zregenerował, tylko dlatego, że „padł” od nadmiaru procesów, które miał do wykonania. Wrażenie wyspania jest wtedy przekłamaniem, które odczuje się dopiero przy kumulacji lub znacznym ubytku rezerw witalnych. Mowa tutaj oczywiście nie tylko o mięsie, ale ogólnie o zbyt obfitych i zbyt późnych kolacjach. Ciekawe przeczytałam kiedyś stwierdzenie, że zamiast zachęcania dzieci do jedzenia poprzez mówienie im „jedz bo nie urośniesz”, powinniśmy szybciej posyłać je do łóżek. Zanim więc zjesz kolację, zastanów się chwilę lub jeszcze lepiej – wybierając obiad, pomyśl by np. mięso zjeść właśnie w porze obiadowej niż kolacyjnej, wtedy pozostanie ci już tylko zaplanowanie zakupów po pracy, żeby zrekompensować brak mięsa w menu kolacyjnym.

W kwestii ilości godzin snu – gdy mamy swoisty opór, by zapakować się do łóżka wcześniejszą porą, przypominajmy sobie wiedzę: „Jeśli ilość twojego snu będzie niewystarczająca, to twoje ciało skorzysta ze swojej strategicznej rezerwy” – energii życiowej, aby zaspokoić codzienne potrzeby. Jeżeli sytuacja poboru własnych magazynów witalnych będzie się przedłużać, to spodziewaj się rachunku za to, który przychodzi zwykle po 35 roku życia, gdy zaczynasz odczuwać pewne dolegliwości i dyskomforty, zabawnie nazywane przez ludzi jako „ach, starzeję się powoli” lub „taka kolej rzeczy”. Tak, to kolej rzeczy, tylko nie tak jak myślisz – płacisz rachunek nie za upływ czasu, a za to, co robiłeś przez ostatnie 35 lat.

Co do konkretnych godzin i ilości snu – oczywiście dysputa wśród specjalistów i badaczy snu trwa, natomiast ja pozostanę przy „złotym środku” i zdrowym rozsądku, proponując godzinę 22.00 jako optymalną do snu, oraz 6.00 na pobudkę. Czy to się faktycznie sprawdza? Zawsze mówię: zweryfikuj sam. A kiedy tu żyć i pracować? Jeżeli czas od 6.00 rano wykorzystujesz z głową, to starczy ci go na wszystko. Jeśli nie starcza, to znak, że obowiązków masz za dużo i najwyższy czas pomyśleć o weryfikacji i optymalizacji lub o nauce zakrzywiania czasu.

Jeżeli jesteście zainteresowani kwestią nieodpowiednich bodźców wieczornych oraz wpływie promieniowania niebieskiego, to piszcie, chętnie poruszę te sprawy w kolejnym artykule.

Podsumowując – zachęcam, by stworzyć okoliczności i warunki snu, sprzyjające ochronie twojego zdrowia. Gdy już je wdrożysz, zapraszam do uzupełnienia efektów w moim gabinecie i skorzystania z zabiegów, które pomogą ci doraźnie i w szybkim tempie poprawić kondycję twarzy w grudniu. Znakomicie sprawdza się zabieg eksfoliacyjno-liftingujący z zastosowaniem kwasów o działaniu niedrażniącym a nawilżającym, napinającym i rozświetlającym, w połączeniu z bezinwazyjnym liftingiem twarzy Primelle. Lifting ten, to trzydziestominutowy masaż próżniowy modelujący owal twarzy i stymulujący mikrokrążenie, dzięki czemu twoja skóra zostaje lepiej odżywiona i dotleniona. Cały zabieg pobudza komórki do zwiększonej produkcji kolagenu i elastyny, skóra staje się bardziej elastyczna, napięta, gładka i uzyskuje młodzieńczy wygląd – taki, jakiego spodziewamy się przy spotkaniach w gronie rodzinnym. Choć nawet to, nie jest w stanie zastąpić, a jedynie chwilowo zamaskować niedobór snu.

Komentarzy: 0

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *