Polityczne transfery, egzotyczne koalicje, moda na komitety bezpartyjne. Kampania w Piotrkowie ruszyła pełną parą

Views: 440

Takiego zamieszania wokół wyborów samorządowych w Piotrkowie nie było od wielu lat. Hitchcock zapewne byłby dumny z naszych lokalnych polityków. Najpierw zaczęło się od trzęsienia ziemi, później rosło napięcie, teraz znów zatrząsła się ziemia, a to dopiero początek kampanii wyborczej.

Nie będzie dwukadencyjności wstecznej. Chojniak otwiera szampana

O wyborach do samorządu zrobiło się głośno ponad rok temu za sprawą tzw. dwukadencyjności wstecznej. Zapis w nowym prawie wyborczym zamierzało wprowadzić PiS. Wówczas wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy rządzili dłużej niż 8 lat, nie mogliby już ubiegać się o reelekcję. Jednym ruchem Zjednoczona Prawica wyeliminowałaby włodarzy z większości polskich miast i gmin. Jedną z ofiar działania prawa wstecz stałby się wówczas Krzysztof Chojniak, zasiadający na prezydenckim fotelu w Piotrkowie trzecią kadencję. Kontrowersyjny pomysł jednak upadł, a prezydent Chojniak z tej okazji zorganizował fetę ze strzelającymi korkami szampana.

Na początku tego roku zaczęły pojawiać się pytania, kto stanie do walki o prezydenturę z Krzysztofem Chojniakiem, który kokieteryjnie twierdził, że decyzję o ewentualnym kandydowaniu podejmie w odpowiednim czasie. Natomiast wątpliwości w tej kwestii nie miała już trzy lata temu Marlena Wężyk – Głowacka, radna PO. Ale kiedy niewiele wiadomo, a wyborcy są „głodni” informacji i chcą znać swoją przyszłość, na prezydenta Trybunalskiego Grodu wymieniany był nawet… Bartłomiej Misiewicz, bardzo bliski współpracownik Antoniego Macierewicza.

Piotrkowscy politycy stali się prawdziwymi mistrzami suspensu, tak jak wspominany wcześniej geniusz tego gatunku. Wstrzymywali bieg akcji w celu wzmożenia napięcia, aby wyborców na koniec niespodziewanie zaskoczyć zwrotem wydarzeń. Jednak to jeszcze nie koniec. To dopiero początek. Strzelba, która niby mimochodem pojawia się w I akcie, zawsze na koniec wypala.

Koalicja upadła, nim jeszcze powstała

Wiosną pojawił się pomysł stworzenia szerokiej koalicji (SLD, PO, N) z silnym kandydatem na prezydenta miasta. Na szefów Piotrkowa typowani byli Marlena Wężyk – Głowacka i Artur Ostrowski, były poseł SLD, obecnie wiceprzewodniczący SLD w regionie łódzkim. Czas mijał, a decyzje nie zapadały. Ale wedle zapewnień to miała być tylko kwestia zaledwie kilku dni. Kandydatką na prezydenta Piotrkowa Koalicji Obywatelskiej PO i Nowoczesnej została Wężyk – Głowacka, z poparciem SLD. Natomiast Artur Ostrowski zdecydował się kandydować z 1 miejsca do Sejmiku Wojewódzka Łódzkiego z okręgu piotrkowskiego. W sejmiku chce wykorzystać doświadczenie i wiedzę, które zdobył jako wicewojewoda łódzki oraz poseł trzech kadencji.

– SLD – Lewica Razem ma dobry, lewicowy program samorządowy i chce go zrealizować w samorządzie naszego województwa – wyjaśniał Ostrowski.

I kiedy wydawało się, że nastąpi długo oczekiwane pojednanie, a napięcie przestanie rosnąć, i nie będzie już żadnych zwrotów akcji, partyjne trójprzymierze rozpadło się zaledwie po dwóch tygodniach. Chociaż wcześniej koordynator koalicji, Konrad Czyżyński (PO), zapewniał na łamach prasy, że to silna drużyna, dobrze zorganizowana, która będzie alternatywą dla prezydenta Chojniaka. Do lokalnego komitetu, który nie miał jeszcze nazwy, zapraszał nawet fundacje i stowarzyszenia. Układ nie wytrzymał jednak próby czasu, a jeśli nie wiadomo o co chodzi w wyborach, to chodzi o… „jedynki” na listach. Nie ukrywał tego Ludomir Pencina, który otwarcie powiedział, że będąc w PO przez kilkanaście lat, nie doczekał się nigdy 1 pozycji na liście do sejmiku. Ba! Były już przewodniczący piotrkowskiej PO, kandydat na prezydenta Piotrkowa 4 lata temu, nie dostał nawet „jedynki” do Rady Miasta i tym razem. Pencina więc PO opuścił. „Jedynki” w koalicji okazały się na tyle rozchwytywane, że nie tylko Ludomir Pencina był niezadowolony.

Dlaczego szeroka koalicja rozpadła się? Zdania są podzielone. SLD miał stwierdzić po pewnym czasie, że współpraca z koalicjantami idzie wyjątkowo topornie i być może lepszym rozwiązaniem będzie założenie osobnych komitetów wyborczych, natomiast PO i Nowoczesna chciały tak, jak to jest w przypadku sejmików – pójść do wyborów z list partyjnych Koalicji Obywatelskiej, aby zachować swoją polityczną tożsamość, licząc zapewne na bonusy z krajowych sondaży PO. A to wiąże się z kolei z niewyciąganiem wniosków. Bowiem mimo sporych sondaży koalicji rządzącej PO z PSL, koalicyjny komitet tych dwóch partii 4 lata temu wprowadził zaledwie czworo radnych w Piotrkowie. Za to PiS już siedmiu.

Rozgrywający rozgrywających?

I teraz zaczyna się prawdziwe trzęsienie ziemi, zwroty akcji i transfery polityczne. Premier Morawiecki ogłaszając termin wyborów, a tym samym początek kampanii wyborczej, włożył kij w piotrkowskie mrowisko. Ostatnio pisaliśmy o grupie radnych, którzy mieli „rozgrywać rozgrywających”.

Wskazaliśmy wówczas radnych z klubu Razem dla Ziemi Piotrkowskiej. I tak się stało. Kilka dni temu powstał lokalny komitet TAK dla Piotrkowa, a w jego skład weszli m.in.: radna Krystyna Czechowska (PSL), radny Tomasz Sokalski (związany z lewicą), radny Ludomir Pencina (bezpartyjny), Andrzej Czapla (PO), do niedawna obaj popierający Marlenę Wężyk – Głowacką, i chyba największa niespodzianka transferowa tej kadencji, czyli radny Jan Dziemdziora (bezpartyjny). TAK dla Piotrkowa na konferencji prasowej zaprezentowało swoje „jedynki”, a dziś i w czwartek odbywają się prawybory. Nowością jest to, że piotrkowianie sami głosując wyłonią kandydata. Wtedy dowiemy się, kto będzie ubiegał się o prezydenturę w mieście, czy będzie to Krystyna Czechowska, czy może Tomasz Sokalski. Nazwisko tego ostatniego działa od wielu lat na Chojniaka jak płachta na byka. Komitet ten zasiliła również Małgorzata Pingot (PO) oraz kilka innych osób z piotrkowskiej Platformy Obywatelskiej. Okazało się więc, że koalicja PO – PSL, która poszła w 2014 roku wspólnie do wyborów, podczas mijającej kadencji podzieliła się i stanęła po obu stronach barykady.

Lewica miała plan B

Przedstawiciele SLD w Piotrkowie od 1998 roku, czyli po reformie samorządowej, pierwszy raz rezygnowali z szyldu partyjnego w wyborach do rad gmin i powiatów. Od wielu miesięcy zapraszają na listy organizacje pozarządowe oraz ludzi, którzy chcą mieć wpływ na losy miasta. Skupili się na osobach niezależnych. Siedemdziesiąt procent na listach Koalicji Samorządowej zajmą właśnie kandydaci bezpartyjni, a liderzy organizacji pozarządowych dostali pierwsze pozycje na listach wyborczych. Na pytanie czy SLD wstydzi się swoich barw partyjnych i stąd taka decyzja, Artur Ostrowski odpowiada krótko – sondaże stale nam rosną, jesteśmy trzecią siłą polityczną w kraju, a do sejmików idziemy samodzielnie jako SLD Lewica Razem. Powodu do wstydu więc nie mamy. Poza tym podczas poprzednich wyborów samorządowych na naszych listach zawsze było sporo osób bezpartyjnych. Grzegorz Adamczyk, szef SLD w Piotrkowie, często w wywiadach prasowych powtarza, że w samorządach polityki realnie nie ma i nie powinno być. Wyobraźmy sobie zabieganie o inwestorów, walkę z bezrobociem czy proste i bezpieczne drogi. Gdzie tutaj jest przestrzeń na politykę? KWW Koalicja Samorządowa został już zarejestrowany, a obecnie kończy się kompletowanie list wyborczych. W ciągu kilku dni zapadnie również decyzja, kto będzie kandydatem KS na prezydenta Piotrkowa. A tę podejmie komitet wyborczy.

Oni nie wstydzą się swoich partii

W wyjątkowo mało komfortowej sytuacji jest Marlena Wężyk – Głowacka. Nie dość, że rozpadła się popierającą ją koalicja trzech partii, to z Koalicji Obywatelskiej odeszli jej najbliżsi współpracownicy do TAK dla Piotrkowa. Natomiast murem za tą kandydatką stoi Nowoczesna, ale to z kolei partia praktycznie bez lokalnych struktur. A bez potężnego zaplecza politycznego wyborów się nie wygrywa. Nawet z takim „uzbrojeniem”, jak determinacja, upór i wiara we własne możliwości. Poza tym kandydatka KO zupełnie nie wykorzystała czasu przedwyborczego na zaprezentowanie siebie i swoich pomysłów na miasto. A miała przecież do tego doskonałe warunki. Będąc radną, czekała jednak do ogłoszenie terminu wyborów. Przykładem na to, jak można komunikować się z wyborcami są Trzaskowski i Jaki. Od kilku miesięcy kandydaci na prezydentów Warszawy mówią, jak ich zdaniem powinna zmieniać się stolica, ale sprytnie nie używają słów: „jak zostanę prezydentem, to…”, czy „zagłosujcie na mnie”, a to nie podlega pod zabronioną prawem agitację wyborczą. Nikt dzisiaj nie pamięta, co obiecało tych obu kandydatów z PO i PiS – ale, ale – każdy doskonale wie, jak wyglądają. Marlena Wężyk – Głowacka przez dwa miesiące kampanii wyborczej nie ma najmniejszych szans na wykreowanie siebie jako realnej alternatywy dla Krzysztofa Chojniaka, mimo że nie wykluczała kandydowania na prezydenta długo wcześniej.

O trzęsieniu ziemi, budowaniu napięcia, wartkiej akcji nie można na pewno mówić w przypadku Grzegorza Lorka z PiS. Desygnowany jest do kandydowania na prezydenta miasta już trzeci raz. Jeśli partia każe, nie ma żadnej dyskusji, trzeba startować. Tym niemniej Lorek ma ze wszystkich kandydatów największy dystans do jesiennych wyborów. Można odnieść wrażenie, że gdyby prezes PiS dotrzymał obietnicy i zabronił radnym, pracującym w spółkach Skarbu Państwa kandydowania, Grzegorz Lorek nie miałby z tego powodu specjalnych pretensji. Nie wyklucza nawet, że kandydat PiS pożegna się z Piotrkowem po 21 października.

Moda na bezpartyjność

Wydawało się, że prezydent Chojniak do tej pory będzie mógł spać spokojnie. Nic podobnego. Będzie musiał rzucić więcej „wojska”, żeby wygrać wybory. I tak ma przewagę nad innymi kandydatami w przypominaniu o sobie z racji sprawowanego urzędu. Festyn rodzinny – Krzysztof Chojniak rozdaje cukierki, święto seniorów – wygłasza płomienne przemówienia, oficjalne otwarcie dwóch metrów chodnika – prezydent Chojniak przecina wstęgę. Podczas tegorocznej kampanii nastała moda na lokalne bezpartyjnie komitety obywatelskie. Zabawne jest to, że na listach bezpartyjnych komitetów lokalnych, znajdują się głownie kandydaci partyjni. Ale na czas wyborów przekonują, że do partii zapisali się zupełnie przypadkiem. Prekursorem takiego manewru jest właśnie Krzysztof Chojniak, który został prezydentem z listy PiS, a w samym komitecie, rzekomo lokalnym Razem dla Piotrkowa, aż roi się od działaczy PiS, ludzi związanych z partią Marka Jurka czy Kukiz 15, od którego prezydent Chojniak otrzymał poparcie; o „namaszczenie” zabiegał również u Jarosława Gowina.

Resumując. Niektórzy lokalni politycy, tak bardzo wzięli sobie do serca, to że w samorządzie poglądy polityczne nie mają znaczenia, że zdążyli przebyć już drogę przez wszystkie możliwe ugrupowania, a to wszystko oczywiście w trosce, aby ludziom żyło się lepiej. Przypomina to seriale „Beverly Hills, 90210” czy „Modę na Sukces”, czyli każdy z każdym w różnych konfiguracjach.

Komentarzy: 6

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Przeczytał ktoś tą grafomanie choć raz do końca. Podejrzewam, że sam autor nie do końca pamięta co było na początku. Ja się poddałem.

  2. Artykuł świetnie napisany, ale… czy w 1 z “rzuconych” te seriali bohaterowie byli ze wszystkimi (90210)?! :D, :O To prawda, część bohaterów działała w społeczności szkolnej i studenckiej, były roszady w związkach i nie brakowało też burzliwych momentów… niemniej, porównanie bardzo dziwaczne! 😉
    Równie dobrze można byłoby wymienić “Przyjaciół”, “Jak poznałem Waszą matkę?” lub “Słoneczny patrol”… tam też była zwięzła grupa przyjaciół!!! 😛

  3. Nowoczesna bez struktur w piotrkowie, a maja takiego „bystrego”, nieowłosionego działacza. Śmiech na sali. Tak liczyłem na ta ugrupowanie, a wycięli wszystkich mądrych i zostały same tumany, reszta rozsądnych odeszła. Pogrążyli cały projekt.

  4. Starasznie broni Pan Chojniaka, w komentarzach i w artykule. Kasuje polubienie piotrkowski24, bo robi kampanie obecnemu prezydentowi obsmarowujac Glowacka i jest to bardzo słabe…cały sekret tkwi w tym, żeby zachowywać się prowadząc taki portal bezstronnie i z dystansem…tego zabrakło, a wiec kasuje polubienie i żegnam

  5. Dość, pogmatwane, ale proste, Redaktorowi zależy na wypromowaniu jednego ugrupowania, w którym znajduje się cała plejada od prawa do lewa i lewa do prawa, stara gwardia, która jak dobrze zaznaczył nie dostaje już jedynek, bo najwyższa pora oddać je młodym nowym i nie umoczonym. Niech cała reszta, która bez względu, czy wygra obecny prezydent, czy też Sokalski, którym tak straszy, to i tak sami swoi stołki będą mieć, bo tak się dogadali.