Nurkowanie w raju

Views: 195

Są w naszym mieście ludzie, którzy nie boją się ryzyka. Decydują się na ekstremalne wyprawy, zmagają z przyrodą i własnymi słabościami, lubią się sprawdzić w różnych okolicznościach. Robią to bo chcą, traktują swoje większe lub mniejsze wyczyny jako przygodę. Niewątpliwie chcą również coś sobie udowodnić.

Marcin Pampuch przed 15 laty zaraził się pasją nurkowania. Wcześniej też go interesowały sporty wodne, w dzieciństwie uprawiał żeglarstwo i windsurfing. Woda jako żywioł pozostała w jego dorosłym życiu, od 15 lat jest nurkiem. Przygodę z nurkowaniem zaczął podczas urlopu w Egipcie. Od tamtego czasu nurkował już w wielu miejscach w Polsce a także dalej, w Chorwacji, Słowacji, na Malcie, Węgrzech, w Tajlandii, Kambodży, Indonezji na Bali, a ostatnio na Jukatanie w Meksyku.

Dalekie wyprawy to wiele miesięcy przygotowań, ale nie znaczy to, że w Polsce brak jest ciekawych miejsc do eksploracji. Marcin nurkuje w Bałtyku, w okolicach Helu, w Jaworznie, w Krakowie a także bardzo blisko nas, pod Sulejowem w zalanej odkrywce Wapienniki.
Najbardziej wymagającym nurkowaniem w jego nurkowej pasji są nurkowania jaskiniowe. Warto wiedzieć, że Polacy są w ścisłej czołówce najlepszych eksploratorów zalanych jaskiń na świecie. Marcin, pierwszy raz, kilka lat temu spróbował nurkowania jaskiniowego w Budapeszcie na Węgrzech. Jesienią zeszłego roku postanowił zobaczyć najpiękniejsze jaskinie na świecie, które znajdują się na półwyspie Jukatan w Meksyku.

Słynne meksykańskie cenoty, bo o nich mowa, powstały podczas ostatniego zlodowacenia, czyli około 1,5 miliona lat temu, kiedy to nastąpiło powiększanie się czopów lodowych na biegunach, co z kolei spowodowało obniżenie się poziomu morza. Wówczas woda deszczowa zaczęła rzeźbić wapienne podłoże Jukatanu. Gdy lód znów stopniał, podniósł się poziom morza, a woda zalała wcześniej wykształcone formy. Tak właśnie powstały cenoty, naturalne studnie wyrzeźbione w wapiennej skale i zalane wodą. Pod nazwą cenoty rozumiemy jednak cały system zalanych wodą jeziorek, jaskiń oraz tuneli, znajdujących się na półwyspie Jukatan.
W Meksyku znajduje się aż 3000 cenot, z czego jedynie połowa z nich została poddana eksploracji. Długość systemu podziemnych kanałów to setki kilometrów.

Piotrkowski24: Jak wygląda nurkowanie w meksykańskich cenotach?

Marcin Pampuch: Zanim wybierzemy się nurkować w jaskiniach wymagana jest odpowiednia wiedza i nurkowe uprawnienia. W cenotach mogą nurkować nurkowie rekreacyjni, a w niektórych także osoby uprawiające snorkeling. Bardziej wymagające nurkowania dzielimy na cavernowe oraz cave diving. Cavern to nurkowanie z przewodnikiem w niewielkiej grupie. Cave diving to nurkowanie techniczne, do którego wymagane są odpowiednie uprawnienia nurka jaskiniowego.

Jak przygotowujesz się do takiej wyprawy?

Zaczynam od przygotowania planu, dzieje się to co najmniej 6 miesięcy przed wylotem. Meksyk oddalony jest o minimum 15 godzin lotu z Polski. Znalezienie dobrego połączenia lotniczego do Cancun na Jukatanie wymaga trochę czasu i szczęścia. Służą temu dostępne w internecie wyszukiwarki połączeń lotniczych. Najlepiej latać z dużych lotniczych portów, np. z najbliższego Frankfurtu, do którego oczywiście dolatujemy z Polski. Ja leciałem na trasie Kraków-Monachium-Berlin-Frankfurt-Cancun. Powrót, bo bilet starajmy się kupować od razu, był nieco dłuższy na trasie Cancun-Montreal (Kanada)-Londyn-Berlin-Wiedeń-Kraków. Ważne aby przesiadki między lotami były jak najkrótsze. Koszt całego przelotu tam i z powrotem zamknął się naprawdę niską kwotą ok. 2300 zł. Jak już mamy bilet lotniczy szukamy zakwaterowania, także przy wykorzystaniu dostępnych wyszukiwarek. Naszej grupie udało się znaleźć dwupoziomowy apartament z basenem i wygodami w Tulum za 60 zł/osobo/doba. Transport i zakwaterowanie to podstawa. Jak już to mieliśmy zaczęliśmy szukać nurkowego przewodnika, który pokazałby nam te wyjątkowe na światową skalę jaskinie. Takich nurkowych przewodników, biur jest na Jukatanie mnóstwo. My oczywiście szukaliśmy Polaków, którzy tam mieszkają i doskonale znają jaskinie. Od 12 lat nurkowym przewodnikiem na Jukatanie jest Woytek, z którym mailowo skontaktowaliśmy się z pytaniem, jakie nurkowe jaskinie podczas pobytu mógłby nam zaproponować. Ustaliliśmy taki plan nurkowań:
1. Chac Moll
2. Kukulkan
3. Little Brother
4. Dreamgate downstream
5. Dreamgate upstream
6. Ponderosa (Garden of Eden)
7. Taj Mahal
8. Casa
9. Angelita
10. The Pit
11. Dos Ojos
Wymienione jaskinie należą do najbardziej znanych, dobrze oporęczowanych linkami, które prowadzą od wejścia w głąb jaskini. Kluczowym w nurkowaniu jaskiniowym jest to aby nie zgubić takiej liny. Każda jaskinia ma mnóstwo korytarzy, restrykcji i przecisków. Bardzo łatwo tam się zgubić, szczególnie wtedy, gdy płetwami wzburzy się denny osad, widoczność spada wtedy do zera, ratunkiem jest poręczówka (linka), która prowadzi do wyjścia z jaskini. Podczas naszego pobytu na Jukatanie dwóch doświadczonych nurków z Niemiec przypłaciło życiem nurkowanie w jednej z nich, zgubili się w niejasnych okolicznościach. Ich zwłoki wydobyto po kilku dniach. Wypadki takie zdarzają się niestety, ale przeważnie dlatego, że sam nurkujący nie przestrzegał zasad i reguł. Sprzęt do nurkowania raczej nie zawodzi, zresztą w takich nurkowaniach jest on zdublowany na wypadek awarii. Zawsze jednak czas przebywania pod wodą w jaskini ogranicza ilość czynnika oddechowego w butlach. Najczęściej jest to zwykłe, sprężone do 200 bar powietrze w ilości 15 litrów w jednej butli. W przypadku jaskiń, po jego wyczerpaniu, niestety nie wypłyniemy sobie zwyczajnie na powierzchnię bo nad sobą mamy sufit, musimy płynąć do wyjścia.

Mówisz tu o sprzęcie do nurkowania, co zabierasz na takie wyprawy?

Tam, gdzie lecimy samolotem, nie zabieramy butli z gazami do oddychania. Butle mamy zawsze na miejscu. Zabieramy wszystkie inne potrzebne wyposażenie czyli: nurkowy skafander lub piankę, kamizelkę wypornościową (jacket), automaty oddechowe – dwa komplety, nurkowe komputery, które liczą nam zużycie gazów i czas jaki możemy jeszcze zostać pod wodą (komputery liczą też czas dekompresji, jeżeli taki się pojawi po dłuższym przebywaniu pod wodą na większej głębokości). Zabieramy dużo światła, nurkujemy w jaskiniach, w których kilkadziesiąt metrów od wejścia robi się zupełnie ciemno. Do tego maski, płetwy, poręczówki i inne drobne akcesoria. Robi się z tego jakieś 30 kg. Jeżeli do tego bagażu dodamy odzież, na szczęście zbyt wiele jej tam nie zabieramy, bo na Jukatanie ok. 30 st. C., to w sumie mamy 40 kg bagażu.

Tam na miejscu, jak się przemieszczaliście pomiędzy tymi nurkowymi miejscami, mieliście przecież sporo sprzętu.

Po przylocie do Cancun czekał na nas w wypożyczalni samochód. Wypożyczyliśmy go na czas pobytu i dzięki temu byliśmy niezależni. Podczas trzytygodniowego pobytu na Jukatanie zrobiliśmy ponad 2 tys. kilometrów. Oprócz nurkowań, sporo zwiedzaliśmy, poznawaliśmy meksykańską kulturę i kuchnię.

Zanim opowiesz o wrażeniach spod wody, powiedz, co warto zobaczyć na Jukatanie:

Z mojego punktu widzenia przede wszystkim cenoty (śmiech), ale oczywiście sam Meksyk ma tyle atrakcji, które warto zobaczyć, że nie sposób wszystkie wymienić. Mojej grupie udało się odwiedzić to co trzeba zobaczyć. Byliśmy zatem na wyspie HOLBOX, raju z najpiękniejszymi plażami w Meksyku. Zwiedziliśmy ruiny Chichen Itza, prekolumbijskiego miasta założonego przez Majów w IV-VI w. Piramidy te wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zaś samo miejsce zostało ogłoszone jednym z siedmiu nowych cudów świata. Odwiedziliśmy też świątynie w mieście Coba, które zajmują powierzchnię ponad 70 km kw. W okresie największej świetności Coba była zamieszkana przez ponad 50 tys. ludzi. Na terenie Coby istnieje około 6,5 tys. ruin, z czego odkrytych zostało jedynie kilkadziesiąt – resztę budowli porasta dżungla. Po Cobie, po licznych ścieżkach w dzikiej dżungli, zwiedzający poruszają się rowerami. Trzeba mieć kondycję na taką rowerową jazdę po dżungli, oczywiście jeśli wszystko chce się zobaczyć. Dojechaliśmy też do niezwykłego miejsca, tzw. różowej laguny w Rio Lagartos oraz do żółtego miasta Izamal, najbardziej klimatycznego miasta w jakim byłem. Wszystkie budowle w tym mieście Majów są bowiem koloru żółtego. W XVI w. Hiszpanie zbudowali tam kościół i klasztor franciszkanów Convento de San Antonio de Padua. W 1993 roku klasztor odwiedził Jan Paweł II, dziś znajduje się tam pomnik papieża Polaka. Izamal to też jukatańska stolica Mezcalu, alkoholu wyrabianego z agawy z dodatkiem larwy gąsienicy gusano. Po całej trasie naszej wyprawy mijaliśmy liczne wioski i miasteczka, często zatrzymując się na domowe, przydrożne jedzenie.

Co jada się w Meksyku, jaka to kuchnia?

Dla mnie najlepsza kuchnia na świecie, ostra, obfitująca w warzywa, bardzo smaczna i zdrowa. Jadaliśmy tacos, burrito, quesadilla, enchilada, fajitas czy tostadas. W przypadku tych dań farsz jest podobny, przygotowany na bazie mięsa i fasoli. Potrawy różnią się natomiast sposobem ich podania. Oczywiście wszystkie potrawy podawane z tortillą, czyli pszennymi lub kukurydzianymi plackami. Naturalnie zajadaliśmy się też meksykańską przekąską guacamole, przyrządzaną na świeżo na bazie awokado. Za dobry obiad płaciło się ok 150 peso, czyli ok. 30 zł.

Wróćmy do nurkowania w cenotach. Jakie wrażenia?

Tego nie da się opisać słowami, trzeba to zobaczyć. Każde nurkowanie w innej cenocie, to inne wrażenia. Woda ma stałą temperaturę i jest krystalicznie czysta. Cenoty to rezerwuary wody pitnej w tym rejonie Meksyku. W większości nurkowania nie są głębokie, 15-20 metrów. Tylko w dwóch cenotach The Pit i Angelita osiągnęliśmy głębokość 40 m. Angelita to znajdująca się w środku dżungli studnia, licząca około 50 metrów średnicy i 60 metrów głębokości. Już samo dojście do Cenoty budzi niesamowite wrażenia, ale to dopiero przedsmak prawdziwej przygody. Na 29 metrach występuje 2-metrowa warstwa siarkowodoru, tracimy tam widoczność, następnie zaczyna się warstwa wody słonej i powraca bardzo dobra widoczność. W środku cenoty znajdują się powalone drzewa, które wpadły do studni z dżungli, bywają też na powierzchni krokodyle, nam udało się jednego zobaczyć. Z kolei wchodząc do cenoty The Pit spadamy na 30 metrów. Tam też jest cienka warstwa siarkowodoru, podobnie jak w Angelicie. Pod warstwą siarkowodoru jest zejście jeszcze do 40 metrów głębokości. To właśnie w tej cenocie zobaczyć można ową legendarną przejrzystość wody do 150 m. Dos Ojos (dwoje oczu) zawdzięcza swoją nazwę dwóm wejściom znajdującym się z różnych stron. W cenocie występują stalaktyty i stalagmity, a nad warstwą wody w jaskini latają nietoperze. W cenotach występują także warstwy halokliny, czyli odciętej niczym nożem warstwy wody o rożnym zasoleniu i o różnej temperaturze. Dokładnie to widać przechodząc przez taką warstwę. Do tego mnogość stalaktytów i stalagmitów jest niesamowita, setki tysięcy formacji. W trakcie płytszego nurkowania, słońce wpadając do jaskini przy wejściach tworzy niesamowite świetlne widowiska. Do wszystkich tych cenot dojeżdżamy terenowymi pickapami przemierzając często kilometry jukatańskiej dżungli. Część z cenot dostępna jest na powierzchni dla snurkujących z fajką i maską turystów. Do reszty można wejść tylko z uprawnieniami nurkowymi, które sprawdzają przewodnicy. Ciekawostką jest to, że część systemu podwodnych jaskiń na Jukatanie eksplorują i odkrywają Polacy, m.in. mieszkający tam każdego roku przez kilka miesięcy Krzysztof Starnawski, jeden z najbardziej znanych nurków jaskiniowych na świecie.

Czy w Meksyku jest bezpiecznie, jacy są Meksykanie?

Półwysep Jukatan, gdzie znajdują się cenoty, to turystyczny raj dla ludzi z całego świata, przede wszystkim dla Amerykanów. Jest tam bardzo bezpiecznie, na ulicach jest bardzo dużo patroli w wielkich policyjnych pickupach. Trzeba uważać na poruszanie się autem po drogach, policjanci są wyczuleni na przekraczanie prędkości. Oni dokładnie rozpoznają samochody z wypożyczalni i pilnują turystów. Mandaty bywają bardzo wysokie i kończą się zabraniem prawa jazdy (w Meksyku trzeba mieć międzynarodowe prawo jazdy). Wiem o tym, bo niestety nas zatrzymali za przekroczenie prędkości i skończyło się mandatem … a w zasadzie pewnym datkiem (śmiech). Prawo jazdy zachowałem dlatego, że jestem Polakiem i wybroniło mnie wspomnienie o św. Janie Pawle II, który w Meksyku jest bardzo szanowany. Generalnie w Meksyku na Jukatanie jest bardzo bezpiecznie i bardzo tanio. Niebezpiecznie robi się przy granicy z USA, ale tam się nie zapuszczaliśmy. Sami Meksykanie przyjaźni i otwarci, do tego stopnia, że jedząc w trasie przy drodze, zawsze przed złożeniem zamówienia gospodarze zapraszali nas do domowej kuchni na spróbowanie czy jedzenie nam odpowiada.

Piękna wyprawa, gratuluje odwagi nurkowania w jukatańskich jaskiniach. Pewnie masz już plany na kolejne wyprawy. Co teraz?

Z pewnością wrócę do Meksyku, tam jeszcze mnóstwo cenot do opływania. Przyszły rok, to być może Palau, wyspy Raja Ampat w Indonezji między morzem Seram i Oceanem Spokojnym. To jedno z najlepszych miejsc nurkowych na świecie. Raja Ampat zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa. Chciałbym tam zanurkować. Generalnie najważniejszy cel moich podróży to podwodne eksploracje, nurkowanie to moja pasja.

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnej przygody.

Dziękuję i powtarzam zawsze za Ryszardem Kapuścińskim: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej”. Pozdrawiam czytelników portalu.

 

***
Marcin Pampuch mieszka w Piotrkowie Trybunalskim, ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Na co dzień pracuje w Aeroklubie Ziemi Piotrkowskiej, jest pilotem szybowcowym i samolotowym. Na lotnisku w Piotrkowie organizuje jedną z największych imprez lotniczych w Polsce, pokazy lotnicze FLY FEST. W tym roku pokazy odbędą się 6-7 lipca.

 

Komentarzy: 0

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *