Kobieta rozszarpana przez psy!

Views: 1779

Ulica Wesoła w Bogusławicach (gm. Wolbórz) położona jest miedzy wolborskim cmentarzem a murem otaczającym stadninę koni, która powstała w miejscu dawnego folwarku. Właśnie tu zdarzyła się ponad sto lat temu tragedia, która dziś może mrozić krew w żyłach. Co jest w niej najgorsze? Właśnie chyba to, że wydarzyła się naprawdę.

W 1895 roku u karbowego nadzorującego pracę chłopów w folwarku Bogusławice – należącego do Karola Bogowuta – służyła pewna dziewczyna. W drugiej połowie roku została odprawiona, ale pracę znalazła w niedalekim od Wolborza Tomaszowie Rawskim (dzisiaj Mazowieckim).

Pewnej niedzieli, prawdopodobnie było to 1 grudnia, namówiwszy koleżankę, pojechała do dziadka do Wolborza. Dziewczyny podwiózł tam znajomy pachciarz. Zabawiły w Wolborzu do wieczora, a koło godziny ósmej ruszyły piechotą do Tomaszowa.

Nie szły drogą bitą, tylko bocznym traktem przez Bogusławice. Tam, dziewczyna niedawno służąca w folwarku, kazała towarzyszce zaczekać na podwórzu koło sterty słomy, sama zaś poszła do swego byłego gospodarza zapytać, czy by znowu nie wziął jej do pracy. Karbowy, szczęśliwy z wizyty miłego gościa, postanowił widocznie wykorzystać sytuację i zaczął dziewczynę częstować i poić. Przyszedł do nich i stróż podwórzowy, który wypił też parę kieliszków, i tak zeszło im do godziny jedenastej. Widocznie alkohol sprawił, że dziewczyna zapomniała o swojej koleżance, czekającej na podwórzu.

W pewnym momencie stróż przypomniał sobie, że ma spuścić psy z łańcucha. Poszedł więc na podwórze, spuścił trzy wielkie brytany, sam zaś wrócił łyknąć jeszcze kieliszek. Tymczasem psy, węsząc, znalazły zapominaną ową drugą dziewczynę, śpiącą pod stertą słomy. W jednej chwili rzuciły się na nią szarpiąc na niej ubranie. Stróż, który wyszedł z uczty u karbowego usłyszał krzyk pod stertą słomy, pośpieszył więc tam, znajdując dziewczynę wijącą się na ziemi pomiędzy trzema wielkimi psami. Odpędził je, a nagą i pokąsaną dziewczynę, odprowadził do leżących o pół kilometra od bogusławickiego dworu czworaków, zwanych „Wesoła”.

Tu zaczął się największy dramat. Stróż zostawił nieszczęśliwą dziewczynę w kącie pod czworakami, a sam podążył do karbowego, wypić pewnie jeszcze kilka kieliszków. Na nieszczęście w czworakach nie było ani jednego mężczyzny – wszyscy ponoć spali to w stajni, to przy bydle w oborach. Kobiety zaś same, zobaczywszy przez okno pijanego stróża i jakąś nagą osobę, bały się pewnie otworzyć. Gdy stróż się oddalił, psy poszły za śladem rannej dziewczyny. Gdy ta je ujrzała, wdrapała się na węgieł domu – o czym później świadczyły ślady krwi na ścianie. Psy jednak dosięgły ją, ściągnęły na ziemię i ciągnęły każdy w swoją stronę. Poobierały wszystko ciało od krzyża aż do stóp, wyszarpały wnętrzności, wyżarły gardło, zdarły z głowy skórę, zerwały czaszkę, nawet mózg wyżarły – pisał później do „Gazety Świątecznej” niejaki M. Pestka, który podobno widział zwłoki. Obnażona do naga, czaszkę miała odartą ze skóry, okryta była strasznymi ranami – czytamy zaś w innej relacji. Kobiety w czworakach słyszały przez pół godziny jęki, potem trzykrotny straszny krzyk, a w końcu tylko użeranie się psów wydzierających sobie zdobycz. Nie reagowały.

Dramat trwał aż stróż nie powrócił od karbowego zwołując swe psy. Znalazł je przy zwłokach dziewczyny liczącej, jak później się domyślano, około dwudziestu lat.

Ta historia wydarzyła się naprawdę, choć trudno dziś pojąć, jak mogło do niej dojść. Strach, obojętność, czy może coś jeszcze innego spowodowało, że mimo tylu świadków, po dziewczynie pozostał tylko szkielet, bo ciała na niej prawie wcale nie było.

W psychologii społecznej istnie teza mówiąca, że szanse udzielenia pomocy przez świadków jakiegoś zdarzenia maleją wtedy, jeżeli są oni w towarzystwie innych świadków – zmniejsza to osobistą odpowiedzialność każdego z nich za udzielenie pomocy. Dodatkowo w obliczu niejasności, co do potrzeby pomocy (kobiety widziały pijanego stróża i nagą dziewczynę), naturalne jest szukanie wskazówek w tym, co inni robią, by zorientować się, czy dana sytuacja wymaga z naszej strony jakieś interwencji. Zapominamy jednak, że inni również poszukują społecznych dowodów. W konsekwencji nikt, niestety, nie interweniuje…

Do dziś ulica przy byłych czworakach w Bogusławicach nosi nazwę „Wesoła”, choć już wiemy, że w przeszłości nie zawsze było tam wesoło.

Komentarzy: 0

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *