Fot. UM Wolbórz

Burmistrz, co się władzy nie kłania

Views: 129

O pracy w samorządzie, populistycznej ingerencji państwa, inwestycjach i planach wyborczych – rozmawiamy z burmistrzem Wolborza, Andrzejem Jarosem.

Marek Gajda: Ostatnio został Pan wyróżniony prestiżową nagrodą Orła Polskiego Samorządu. Jak przeczytałem w komunikacie prasowym, nagroda ta przyznawana jest za za innowacyjne i prorozwojowe działania inwestycyjne oraz pozyskiwanie środków zewnętrznych w zakresie ochrony środowiska, działań proekologicznych, infrastruktury technicznej, a także edukacji, kultury i sportu, polityki prorodzinnej. Dużo tego, ale chyba wszystko równie ważne, skoro Orła otrzymało zaledwie ośmiu samorządowców w całej Polsce. Z drugiej strony „dobra zmiana” obniżyła wam uposażenie o 20 proc. Na ostatniej sesji Rady Miasta Wolbórz, radni słusznie dostrzegli w tym, mówiąc delikatnie – dysonans. Nie deprymuje to Pana?

Andrzej Jaros: Każdy uczciwie pracujący powinien otrzymywać godne wynagrodzenie, tym bardziej jeżeli praca ta przynosi, jak w moim przypadku w samorządzie, wyraźnie widoczne efekty. W czasie trwania mojej kadencji wzrost dochodów w ciągu mijających 4 lat wyniósł ponad 17 mln zł. Tak dynamicznego rozwoju dochodów i wydatków w historii gminy jeszcze nie było. Za to między innymi doceniła mnie zewnętrzna kapituła konkursu i przyznała nagrodę Orła Samorządu. Zbiegło się to z odgórną decyzją obniżenia uposażenia. Dla mnie osobiście, z perspektywy finansowej, nie ma to znaczenia. Natomiast ma znaczenie od strony mentalnej. Wielka polityka uderzyła w samorządy. Zabrakło tutaj zwykłej przyzwoitości. Osoby zarządzające gminami nie siedzą za biurkiem od 7.00 do 15.00. Ta praca wymaga poświęcenia i dużego zaangażowania czasu. A dobra praca powinna być dobrze wynagradzana.

Uderzając po kieszeni samorządowców, Kaczyński żyjący od prawie 30 lat z polityki, argumentował, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy… Akurat Panu trudno byłoby to zarzucić, bo przecież nie od wczoraj jest Pan człowiekiem majętnym, a zajmując się biznesem, miał Pan chyba jednak trochę mniej na głowie niż teraz. Po co więc Andrzej Jaros zdecydował zostać burmistrzem?

W biznesie rolniczym czy paliwowym, który prowadziłem od zawsze, osiągnąłem założone cele. W pewnym wieku, a przecież startując w wyborach 4 lata temu byłem przed 60-tką, człowiek chciałby spróbować czegoś innego, co przyniesie kolejną satysfakcję. Dla mnie perspektywa szerszego spojrzenia na gminę i zarządzanie nią wydała się bardzo dobrym celem na kolejne lata. Tym bardziej przecież, że cały czas z samorządem byłem związany będąc radnym powiatowym. Z moim kandydowaniem 4 lata temu wiąże się też pewna anegdota. Na spotkaniu poprzednich władz gminy Wolbórz z wójtem Antonim Karlakiem z partnerskiej dla Wolborza gminy Jabłonka, Karlak powiedział do mnie „ty powinieneś być burmistrzem”, i tak się stało (śmiech).

Pańska kadencja zbliża się do końca. Jeszcze kilka miesięcy i nastąpi wyborcza weryfikacja. Oczywiście, o ile zamierza Pan kandydować. Zamierza Pan?

Kiedy zostałem burmistrzem 4 lata temu, założyłem sobie pracę na rzecz naszej małej Ojczyny przez co najmniej dwie kadencje. O ponowny wybór zabiegam wśród mieszkańców swoją codzienną czteroletnią pracą. Dwie kadencje to dla samorządowca, który chce po sobie zostawić widoczne ślady, minimalny okres. Temu chyba też służyła decyzja parlamentarzystów o wydłużeniu kolejnej kadencji samorządu do 5 lat. To akurat była dobra decyzja.

Co zaliczyłby Pan do swoich największych sukcesów w mijającej kadencji?

Z punktu widzenia budżetu to, jak już mówiłem, z pewnością wzrost dochodów gminy o ponad 17 mln zł, dzięki czemu mamy teraz więcej pieniędzy na potrzebne gminne inwestycje. Tylko w tym roku gmina Wolbórz z budżetem na poziomie 48,7 mln zł wydaje na inwestycje 17 mln zł, tj. 38 proc. całego budżetu gminy.

Z kolej patrząc na gminę od strony mieszkańca, to z pewnością będą to inwestycje infrastrukturalne: przebudowa drogi gminnej Wolbórz – Zwierzyniec – Modrzewek – Młoszów wraz z ul. Gatki; budowa infrastruktury drogowej Wolbórz – Żarnowica dla największej inwestycji logistycznej w regionie piotrkowskim (będą nowe miejsca pracy); budowa drogi Wolbórz-Moszczenica; przebudowa drogi Proszenie – Polichno, a także mniejszych odcinków dróg w Kaleni, Bronisławowie, Janowie, Żywocinie, Kuznocinie. Zrobiliśmy też w końcu długo oczekiwany przepust – most na Młynówce-Moszczance przy Hucie Finezja.

Ważne jest dla mnie również bezpieczeństwo naszych mieszkańców, dlatego doposażyliśmy nasze jednostki OSP w Wolborzu, Polichnie, Psarach Starych i Komornikach w nowe wozy bojowe i wyposażenie.

Po czterech latach mamy w gminie więcej dobrze wyposażonych miejsc rekreacji. Wykonaliśmy i doposażyliśmy infrastrukturę sportowo-rekreacyjną w Wolborzu, Komornikach, Goleszach Dużych, Swolszewicach Dużych, Żarnowicy i Młynarach.

Doprowadziliśmy wreszcie do rozpoczęcia prac przy kluczowej najdroższej inwestycji gminnej, czyli modernizacji oczyszczalni ścieków. To bardzo skomplikowana wieloetapowa inwestycja, która poprawi życie mieszkańców naszej gminy.

Ważna jest też oferta kulturalna dla naszych mieszkańców, którą staramy się systematycznie poszerzać. Prężniej zaczęło działać powołane za mojej kadencji Wolborskie Centrum Kultury. Zapraszamy do Wolborza na koncerty wybitnych artystów. Od dwóch lat mamy w Wolborzu koncerty Filharmonii Łódzkiej w ramach znanego w kraju projektu Kolory Polski, nie zapominajmy też o Koncertach Letnich w kolegiacie. Zazdroszczą nam tych projektów kulturalnych sąsiednie gminy. Wspieramy też organizacje i stowarzyszenia, m.in. Koła Gospodyń Wiejskich, które pięknie kultywują tradycje ludowe naszego terenu.

Podsumowując, praca mojego zespołu doprowadziła do 16 miejsca w kraju, które zajął Wolbórz w rankingu „Rzeczpospolitej”. Jesteśmy najbogatszą gminą w powiecie. Chyba jest dobrze, skoro notujemy dodatni przyrost naturalny (śmiech), czego efektem poniekąd jest poszerzenie oferty dla najmłodszych. Mamy w Wolborzu 3 przedszkola i żłobek.

Rozumiem, że to, czego nie udało się do końca zrealizować, chciałby Pan dokończyć w następnych latach? Jeśli tak, to będzie się Pan musiał spieszyć, bo w ubiegłym roku lider partii rządzącej wydalił z siebie pomysł ograniczenia liczby kadencji, m.in. burmistrzów, maksymalnie do dwóch z rzędu. Na razie o tym nie słychać, ale w razie przegranych wyborów samorządowych, PiS z pewnością zechce dokonać korekty i na tym polu.

Skuteczna praca w samorządzie to długofalowe planowanie na wiele lat do przodu. Tylko tak planując wydatki na inwestycje można po sobie zostawić widoczny ślad, który docenią mieszkańcy. Jeżeli ma się do tego jeszcze skutecznych i myślących podobnie radnych w Radzie Miejskiej, a takich dziś mam, to naprawdę wiele dobrego można zrobić.

Mówi się, że im mniej państwa w biznesie, tym lepiej. W samorządzie też?

Państwo skutecznie przerzuca zadania na samorządy i w sumie to dobry kierunek. W myśl zasady: „Chcecie zarządzać? To macie, róbcie”. Ważne jednak aby państwo w tym zarządzaniu nie przeszkadzało, nie utrudniało, wprowadzając nowe regulacje, często pod publikę wielkiej polityki. W samorządzie lokalnym, mówię tu o naszym podwórku, nie ma wielkiej polityki, bo ani ona nam nie jest potrzebna, ani nie ma na nią czasu. Jest do wykonania konkretna praca, której efekty dotykają zwykłego Kowalskiego, a ten ma być zadowolony. Nawet Pan sobie nie wyobraża jaka to satysfakcja, gdy mieszkańcy dziękują podając rękę za dobrze wykonaną pracę.

Komentarzy: 1

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *