DZIENNIKARSKI RYJ

Znaleźć kij na dziennikarski ryj

Views: 372

28 czerwca br. w 24 numerze „Ziemi Piotrkowskiej” opublikowałem artykuł „Kto kręci w Krężnej”, w którym przedstawiłem historię eskalującego konfliktu między mieszkańcami tytułowej miejscowości a inwestorami pragnącymi zabudować wieś wielkimi chlewniami.

W reakcji na tekst, 16 lipca br., do redakcji gazety wpłynęło pismo z krakowskiej kancelarii adwokackiej, w którym radca prawny, Artur Grabowski, występując w imieniu jednego z inwestorów, Damiana Szmalca, wysmarował „Wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych oraz wykorzystania danych osobowych bez zgody”.

Odpowiadam:

Najpoważniejszy zarzut przedmiotowego dokumentu dotyczy rzekomo bezprawnego posłużenia się w artykule imieniem i nazwiskiem inwestora. Pan Grabowski podnosi, że jego klient nie jest osobą publiczną i nie wyraził zgody na wykorzystanie swoich personaliów. Zwraca również uwagę na przepisy ochrony danych osobowych (RODO), informując, że wniósł „o zgłoszenie naruszenia przepisów Rozporządzenia do odpowiedniego organu”. Którego? Nie precyzuje.

Otóż, imię i nazwisko pana Damiana Szmalca – inwestora, a jednocześnie strony w jawnym postępowaniu administracyjnym, znajduje się na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Gminy Wola Krzysztoporska. Znajdowało się również na tablicy ogłoszeń tej gminy oraz na tablicy ogłoszeń w miejscu planowanego przedsięwzięcia, czyli na „wokandzie” sołtysa Krężnej i Krężnej Kolonii, o czym można się dowiedzieć z obwieszczeń z dn. 14 VI 2016 r. i 11 X 2016 r., opublikowanych na wspomnianej stronie BIP-u gminy. Innymi słowy, było (i nadal jest) podane do publicznej wiadomości. Miałem więc pełne prawo posłużyć się tymi danymi w artykule, który nawiązywał do prowadzonego postępowania, informując społeczeństwo o jego przebiegu. Przyjęcie bowiem wykładni pana mecenasa oznaczałoby, że tak naprawdę nie mogę napisać o nikim, a więc de facto nie mogę wykonywać swojego zawodu. Godziłoby to nie tylko w prawo społeczeństwa do informacji, ale i uderzało w zagwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa i wolność prasy.

W drugim akapicie pan mec. Grabowski był uprzejmy napisać, że (pisownia oryginalna): „W ww. artykule red. Marek Gajda wskazując wprost z imienia i nazwiska Pana Damiana Szmalca twierdzi, że nie ma społecznej zgody na wybudowanie przez niego chlewni, która wytwarzać ma rzekomo «permanentny fetor» nie do zaakceptowania”. Wystarczy przeczytać artykuł ze zrozumieniem, by się przekonać, że zacytowany fragment „Wezwania” jest w istocie zlepkiem fragmentów zdań wyrwanych z kontekstu. Pomijając fakt – że posługując się przywołanym tu określeniem („permanentny fetor”), pisałem o zagrożeniu wynikającym z trzech potencjalnych inwestycji, a nie wyłącznie chlewni Szmalca – pan mecenas zdaje się poddawać w wątpliwość to, że autentycznie nie ma społecznej zgody na budowę tak wielkiej chlewni przez jego klienta. Najlepszym, choć nie jedynym, tego wyrazem jest przecież powołanie przez mieszkańców wsi stowarzyszenia Eko-Krężna, które bynajmniej nie powstało po to, by manifestować poparcie dla potencjalnych inwestycji. Jego członkowie wyłożyli swoje obawy w ulotce opublikowanej na stronie facebookowej stowarzyszenia, której treść przytoczyłem w swoim tekście jako zbiorowe stanowisko strony sporu. Pan mecenas czyni mi z tego zarzut, pisząc że (pisownia oryginalna): „(…) co prawda jest to opis przytoczony z innego źródła, jednak jako zawierający nieprawdziwe i nie sprawdzone informacje, nie powinien być zamieszczony w gazecie o znacznym zasięgu (…)”. Ergo: przed publikacją powinienem recenzować merytorycznie wszystkie pisemne i zwerbalizowane stanowiska swoich rozmówców (czyli cenzurować). Czy np. specjalistów różnych dziedzin wiedzy, z którymi zdarza mi się rozmawiać, również?

Pan mecenas idzie jednak dalej i pisze (pisownia oryginalna): „Powyższy tekst (chodzi o wspomnianą ulotkę stowarzyszenia zacytowaną przeze mnie w artykule – przyp. M.G.), jak i cały wydźwięk artykułu, przypisuje Panu Damianowi Szmalec negatywne, wręcz przestępcze działania nakierowane przeciwko życiu i zdrowiu całej okolicznej ludności, co jest oczywistą nieprawdą”. Oczywistą nieprawdą, niestety, nie ostatnią w przytaczanym „Wezwaniu” jest ten naciągnięty wniosek. Wszak nie pisałem wyłącznie o inwestycji Szmalca, co nie jest zresztą jedynym zastrzeżeniem wobec logiki cytowanych wywodów.

Dalej Grabowski zapewnia, że (pisownia oryginalna): „(…) wszelkie inwestycje Pana Damiana Szmalca spełniają wszelkie wymagania stawiane przez przepisy prawa czy też przepisy techniczne oraz zaopatrzone są w najnowsze technologie w celu zminimalizowania jakiegokolwiek wpływu na środowisko czy okoliczną ludność. Brak jest jakichkolwiek dowodów potwierdzających opisany w artykule wpływ tego typu inwestycji na zdrowie okolicznej ludności”. Dlatego nie pisałem o dowodach, ale o obawach mieszkańców wobec POTENCJALNYCH (a więc mogących wystąpić lub nie) skutków lokalizacji nie jednej, a trzech wielkich inwestycji. Comprende?

Na zakończenie pan radca prawny, pod sankcją procesu sądowego, domaga się (pisownia oryginalna): „(…) niezwłocznego usunięcia skutków naruszania dóbr osobistych Damiana Szmalca w postaci jego dobrego imienia poprzez publikację oświadczenia o wymiarach co najmniej 1/2 strony tekstu sprostowania i przeprosin, w których (…)” ma się znaleźć moje „(…) ubolewanie z powodu opublikowania nieprawdziwych i nieścisłych informacji oraz wprowadzających w błąd opinię publiczną, naruszających ponadto dobra osobiste Damiana Szmalca jak również oświadczenie o zaniechaniu podobnych, działań godzących w jego godność i dobre imię w przyszłości”.

Szanowny Panie Damianie, celuję, że moje sprostowanie posiada wymaganą objętość tekstu, którego treść nie może być jednak inna z przyczyn, które wyłożyłem powyżej. Pragnę również wyrazić naprawdę szczere ubolewanie, ale tylko dlatego, że mógł się Pan poczuć samotny w towarzystwie dwóch pozostałych, ale bezimiennych inwestorów, których niechybnie wymienię z imienia i nazwiska w następnej publikacji.

W ostatnich zdaniach „Wezwania” Pański radca prawny pisze, „(…) iż zamieszczenie informacji (w spornym artykule – przyp. M.G.), iż redaktor zna adres zamieszkania Pana Damiana Szmalca w jego ocenie nosi znamiona czynu zabronionego, bowiem wzbudza w nim obawy o bezpieczeństwo jego oraz jego rodziny, jak również naruszenia ich prywatności”.

Jeśli to na poważnie, to z przykrością muszę Pana poinformować, że tę przestępczą świadomość może posiąść każdy, kto ma dostęp do internetu i wejdzie na stronę Biuletynu Informacji Publicznej Gminy Wola Krzysztoporska. Doprawdy jest się czego obawiać.

Ps. Powyższy tekst został opublikowany w dzisiejszym wydaniu (nr 27 z 19 VII 2018 r.) tygodnika „Ziemia Piotrkowska” na s. 3.

Komentarzy: 8

Twój adres nie zostanie nigdzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone gwiazdką *

  1. Pan straszy mecenasem.prawda jest taka że i tak te fabrykę “zestresowanej” trzody wybuduje.Niestety. Robią z gminy drugą Grabiec. Już w gminie jest jeden potentat i bedzie miał konkurencję.uruchomienie takiej produkcji znacznie obniża wartość nieruchomości sąsiednich. Propomuje sąsiadom zażądać odszkodowań. Gminie też bo to hamuje rozwój na tym terenie (poza tym gospodarstwe) brak napływu ludności pracującej (kto się tu osiedli?) a co za tym idzie płacącej wyższe podatki. Straszne. Ta produkcja nie ma nic ze zdrowiem wiem i jestem wege – radzę to wszystkim może wtedy te chlewne przestaną być opłacalne, nie będzie konfliktów i jakoś życia się poprawi.