Piotrków TrybunalskiSportWydarzeniaZapasy

O piotrkowskich zapasach z Marcinem Cejnógiem szefem AKS Piotrków – WYWIAD

– Z końcem ubiegłego roku obchodziliście 20-lecie istnienia klubu AKS Piotrków Trybunalski z tej okazji chciałbym przekazać na Pana ręce najserdeczniejsze życzenia wielu sukcesów w pracy z dziećmi, młodzieżą i seniorami oraz utrzymania tej wspaniałej klubowej atmosfery jaką udało Wam się zbudować przez 20 lat, a której mogli doświadczyć wszyscy przyjeżdżający choćby na mecze ligi KLZ do Piotrkowa czy goszczący Waszą drużynę u siebie. Sam miałem okazję być w Piotrkowie na meczu z Budowlani Łódź – zapasy. Powiem żartobliwie, ale szczerze, że ciężko było mi odróżnić, gdzie kończy się ławka zawodników, a gdzie zaczyna trybuna kibiców. Kilka razy miałem też okazję podziwiać „zażyłość relacji” jaka stworzyła się między drużyną, a kibicami w meczach wyjazdowych w Warszawie, Łodzi czy Zgierzu. Gdyby mógł Pan opowiedzieć – z perspektywy ówczesnego wiceprezesa, a dziś prezesa klubu – jak buduje się taką „rodzinę klubową” ?

– Bardzo dziękujemy za życzenia, szczególnie, że na pierwszym miejscu wymienił Pan dzieci i młodzież. Praca z najmłodszymi jest naszą misją i daje nam olbrzymią satysfakcję. Chcemy nie tylko uczyć je zapasów, ale też zaszczepić w nich szacunek do kolegów na macie i szerzej – do wszystkich ludzi, których spotykają na swojej drodze. Pokazać, jak ważna jest współpraca, empatia, wytrwałość i cierpliwość. Może to górnolotnie zabrzmi, ale chcemy kształcić nie tylko dobrych zawodników, ale też wartościowych ludzi. Wiemy, że tego wszystkiego naprawdę da się nauczyć na zajęciach zapaśniczych! Jak wspomniał Pan w dalszej części pytania, tak właśnie buduje się zażyłość w klubie, co było widać chociażby podczas meczów KLZ, kiedy w organizację było zaangażowanych wiele osób. Podam przykład: Dawid Szkodziński, wciąż czynny przecież zawodnik zgłoszony do ligi, w trakcie meczów organizował doping krzycząc w niebogłosy przez megafon, pomagał Michałowi Jaworskiemu bezpośrednio przy macie podczas pojedynków, a potem jeszcze na koniec składał krzesła i ściągał banery. Właśnie z takich ludzi składa się nasz AKS.

– AKS Piotrków Trybunalski jest młodym klubem, jednak może się poszczycić wieloma sukcesami indywidualnymi zawodników i zawodniczek. Które z tych sukcesów wywalczonych w czasie Pana działalności klubowej wspomina Pan najchętniej?

– Pamiętajmy, że AKS jest kontynuatorem bogatej zapaśniczej piotrkowskiej tradycji, która liczy sobie już pół wieku. Opieramy się na bardzo solidnych filarach, których uosobieniem są medaliści mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich: Piotr Stępień, Bogdan Daras, Czesław Kwieciński i Roman Wrocławski. Postać Mateusza Bernatka, kolejnego medalisty mistrzostw świata z Piotrkowa Trybunalskiego pokazuje, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a AKS jest godnym następcą GKS Piotrcovia. Ja stałem się jego częścią stosunkowo niedawno, więc trudno, żebym wystawiał pierś do orderów, niemniej liczne, i co ważne regularnie osiągane sukcesy indywidualne naszej młodzieży ogromnie mnie, jako obecnego prezesa, cieszą.

– Oprócz sukcesów indywidualnych olbrzymim osiągnięciem były dwa – kolejno zdobyte – tytuły Drużynowego Mistrza Polski KLZ w sezonie 2016/2017 i 2017/2018. Jak wspomina Pan ten czas budowy drużyny, kontraktowania zawodników, samych meczy i zwycięstwa w rozgrywkach ligowych KLZ ?

– Gdy teraz, po czasie, jaki upłynął, powtarzam sobie, że byliśmy dwukrotnym i, co warte podkreślenia, jedynym mistrzem KLZ, dociera do mnie jak wielkiej rzeczy dokonaliśmy. Piotrków Trybunalski okazał się lepszy od drużyn z takich ośrodków jak Wrocław, Poznań, Warszawa czy Łódź! I to dwa razy! I tu znowu wszystko dzięki współpracy, poświęceniu i odpowiedniemu podziałowi ról. Michał Jaworski, Paweł Grzybicki, Darek Kowalczyk i moja skromna osoba odpowiadaliśmy za ten projekt, ale przecież sami nic byśmy nie osiągnęli. Na ten sukces pracowało całe piotrkowskie środowisko zapaśnicze, sponsorzy oraz władze miasta i im wszystkim raz jeszcze należą się gorące podziękowania. Samo zarządzanie nie było łatwe i nierzadko wymagało stalowych nerwów – kłóciliśmy się między sobą, padały ostre słowa, ale przecież bez dyskusji i ścierania się poglądów nie powstają nowe pomysły. Bardzo ważny był podział obowiązków – każdy odpowiadał za co innego, więc w zarządzaniu nikt nie wchodził sobie w drogę. O tym, jak kontraktuje się największe gwiazdy zapasów nie chcę mówić, żeby nie podpowiadać konkurencji (śmiech). Natomiast trzeba przyznać, że tylu zagranicznych zapaśników światowego formatu nie miała żadna drużyna, bo przecież takich gwiazd jak Zhan Beleniuk / Жан Беленюк czy Julija Tkacz nie trzeba przedstawiać. Oglądanie ich na macie w barwach AKS to była czysta przyjemność, tym bardziej, że także dzięki nim mogliśmy wznieść puchar za drużynowe mistrzostwo Polski. To były niezapomniane przeżycia…

– A jak Pan ocenia samą ligę KLZ ? Czy wniosła ona coś do naszych zapasów ? Czy miała wpływ na uatrakcyjnienie i promocję dyscypliny ? Czy wręcz przeciwnie. Czy według Pana potrzebna jest polskim zapasom liga, czy można się bez niej obejść ?

– Zaryzykuję stwierdzenie, że Krajowa Liga Zapaśnicza to najlepsze co przydarzyło się polskim zapasom od IO w Atlancie. O naszej dyscyplinie znów mówiło się szeroko, i co najważniejsze, regularnie. Kibice w salach, specjalna oprawa, show, na macie gwiazdy światowego formatu, transmisje telewizyjne – te dwa lata z KLZ pokazały, że zapasy ciągle mają w sobie wielki potencjał. Trzeba je tylko otworzyć na biznes, nie tylko w sensie pieniędzy, ale przede wszystkim mądrego zarządzania. Bez ligi oczywiście można się obejść, ale wtedy wszystko będzie po staremu: zostaniemy w świetlicy, o której ludzie przypomną sobie raz na cztery lata i to tylko wtedy, by sobie powspominać, że „nasi znów bez medalu na igrzyskach, a kiedyś to dopiero było…”

– Wróćmy do AKSu, w końcu to Wasz jubileusz. Piotrków „dostarczał i dostarcza” do naszej Kadry Narodowej wielu świetnie wyszkolonych zawodników. Jak to działa w Waszym mieście ? Skąd dzieci i młodzież trafiają do szkółki AKS ? Czy przyciąga je „piotrkowska tradycja zapaśnicza”, czy też organizujecie jakieś pokazy zachęcające dzieci, a przede wszystkim rodziców do zapisania swych pociech na zapasy ?

– Piotrkowska tradycja zapaśnicza, o czym wspominaliśmy wcześniej, liczy sobie kilkadziesiąt lat i jest w naszym mieście bardzo dobrze zakorzeniona. Każdy wie, że w Piotrkowie zapasy stoją na bardzo wysokim poziomie, dlatego warto trenować w AKS już od najmłodszych lat. Tym bardziej, że ta dyscyplina jest jedną z najlepiej wspierających ogólny rozwój fizyczny dziecka a także wzmacniających jego psychikę. Nie bez przyczyny w Stanach Zjednoczonych już małe dzieci mają z nią styczność na lekcjach wychowania fizycznego. I z takim przekazem staramy się wychodzić do rodziców, którzy są na szczęście coraz bardziej świadomi korzyści, jakie daje ich pociechom aktywność fizyczna. Oczywiście organizujemy też specjalne pokazy – kilka takich otwartych treningów, w których uczestniczył m.in. Mateusz Bernatek, odbyło się w piotrkowskich szkołach jesienią.

– Jeśli mowa o szkoleniu młodzieży i historii AKS to nie wyobrażam sobie nie wspomnieć o Henryku Grabowieckim. Mam wrażenie, że jego odejście było wielką stratą nie tylko dla samego Piotrkowa, ale i dla polskich zapasów. W końcu jego podopieczni mieli stałe miejsce w Kadrze Narodowej, a „ziarno” jego pracy z młodzieżą „owocuje” do dziś. Jakie obrazy pracy trenerskiej przesuwają się Panu w pamięci, gdy przywołuje się wspomnienie o trenerze Grabowieckim ?

– …(dłuższa chwila milczenia) Mimo, że Henia nie ma z nami już jakiś czas, to jednak mówiąc o nim ciągle trudno zebrać myśli. Tuż po tym, jak od nas odszedł, pojawiały się wśród naszych zawodników określenia „to był mój zapaśniczy ojciec”. Okazuje się, że to nie były słowa na wyrost, wypowiedziane w momentach żalu i smutku. Heniu nie był obecny tylko na macie, od tej do tej godziny i koniec. On interesował się życiem swoim zawodników, dbał o nich, starał się im pomagać, pokazać, co jest w życiu ważne. Odwiedzał w domach, wypytywał, troszczył się. Myślę, że jeśli takiemu twardzielowi jak Piotrek Stępień, na wspomnienie o Heniu Grabowieckim podczas gali łamał się głos, to najlepszy dowód na to, jak olbrzymią stratę poniosły polskie zapasy.

– Zostając jeszcze przy temacie szkolenia młodzieży. AKS jest stałym „bywalcem” podium w klasyfikacji drużynowej jeśli idzie o turnieje juniorskie „klasyków”. Kilku zapaśników AKS uwzględnionych jest w szerokiej Kadrze Narodowej Juniorów. Jak ocenia Pan szanse tych młodych zawodników na dołączenie do „Galerii Zapaśniczych Sław AKS” obok takich nazwisk jak Mateusz Bernatek, Michał Jaworski, Radosław Grzybicki, Jacek Tomaszewski, Dawid Szkodziński, Andrzej Deberny, Michał Król ?

– Wymienieni przez pana zawodnicy wyszli spod ręki właśnie Henia Grabowieckiego, dlatego kontynuowanie jego dzieła to nasza misja. Mamy w klubie wielu zdolnych zawodników, ciągle dochodzą nowi, dlatego o przyszłość jestem spokojny. Tym bardziej, że nasi trenerzy zajmujący się młodzieżą, czyli Karol Sala i Mariusz Pawłowski, są wielkimi fachowcami i profesjonalistami.

– AKS Piotrków Trybunalski nie tylko „klasykiem” stoi – to także sekcja zapasów kobiet. To projekt budowany od podstaw w Waszym klubie, w którym wielką rolę odegrał śp. trener Grzegorz Ludwig. Wystarczy prześledzić historię sukcesów zawodniczek AKS Piotrków Trybunalski – zapasy kobiet, aby dostrzec wielki progres tej sekcji. Jak dziś, z perspektywy czasu ocenia Pan pomysł aktywowania w Piotrkowie sekcji zapasów kobiet ?

– Nie można go ocenić inaczej jak świetnie. Biorąc pod uwagę to, ile mamy trenujących dziewczyn i ile nowych regularnie do nas dołącza, pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Nasze zapaśniczki stają na podium zawodów szczebla centralnego, a wygrana naszego klubu na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży to dowód na to, że idziemy w dobrym kierunku. Największa w tym zasługa trenera Grzegorza Ludwiga, który niestety odszedł od nas za szybko i to niedługo po śmierci Henryka Grabowieckiego. To były dwa ogromne ciosy, które AKS otrzymał w krótkim czasie. Było bardzo ciężko, ale otrząsnęliśmy się i chcemy wypełniać testament naszych dwóch wspaniałych szkoleniowców, czyli prowadzić piotrkowską młodzież do sukcesów. I tu znowu wychodzi nasza filozofia: pod skrzydłami Grzesia Ludwiga trenerskie szlify zdobywała Angelika Dytrych, która po jego śmierci przejęła sekcję dziewczyn. Gdy z kolei ona nie mogła pracować, pomógł Dawid Szkodziński, który świetnie odnalazł się w nowej roli. Rodzina potrafi i chce się wspierać. A wracając do sekcji, chciałbym przypomnieć, że przecież piotrkowskim zawodnikiem jest też Magomedmurad Gadzhiev, aktualnie najlepszy polski zapaśnik, więc tak naprawdę AKS jest silnie reprezentowany we wszystkich trzech stylach.

– Mam takie wrażenie, że wszystkie zapaśnicze sukcesy AKSu są jak wspaniały tort jubileuszowy. Wykwintny, perfekcyjnie wypieczony, pięknie ozdobiony i smaczny, który powstał na bazie wielu składników takich jak pasja do zapasów, poświęcenie, ciężka praca zawodników i trenerów, wsparcie sponsorów i oddanie kibiców. Tort godny dwudziestolecia Życzę Panu i wszystkim osobom utożsamiającym się z AKS Piotrków Trybunalski, aby ten „tort” rozrastał się i był jeszcze piękniejszy z każdym kolejnym jubileuszem.

– Dziękuję za piękne życzenia. Byle tylko ten tort nie był za słodki, bo zapaśnicy na cukier muszą uważać. Chociaż raz na dwadzieścia lat chyba można, prawda (śmiech)?

Materiał dzięki uprzejmości portalu “Na zapaśniczej macie”.

Tagi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close